Zdjęcia z tagami GPS część 2

Dzisiaj cześć druga tutoriala w którym przeprowadzę was przez dopisanie do zdjęć tagów GPS. Jak w poprzednim wpisie napisałem, potrzebujemy zdjęć oraz zapisu ścieżki GPS. Do połączenia używam programu GeoSetter bo jest całkiem przyjemny w użyciu, daje niezłe rezultaty i pozwala przetestować ustawienia np. jeżeli mieliśmy ustawiony zły czas w aparacie.

Zakładając że mamy już zainstalowany program GeoSetter uruchamiamy go i możemy rozpocząć od zmiany języka na polski. Następnie jeżeli nie widać mapy wchodzimy w ustawienia i w opcjach tak jak na zrzucie poniżej wpisujemy „http://www.geosetter.de/map_google.html”.

Potem otwieramy katalog ze zdjęciami przez menu zdjęcia i otwórz katalog (ctrl + O). Następnie importujemy ścieżkę w postaci pliku GPX lub innego kompatybilnego a program wspiera naprawdę wiele różnych formatów. Kolejny krok to wybranie z menu zdjęcia opcji „Synchronizuj z danymi plików GPS” (ctrl + G). Pojawia się okienko jak poniżej:

Jadąc od góry, pierwsze cztery opcje to wybór trasy GPS do której zamierzamy synchronizować zdjęcia. Jeżeli wybraliśmy wcześniej plik to wystarczy zaznaczyć synchronizuj z widocznymi trasami. Drugi punkt jest istotny jeżeli podczas wycieczki weszliśmy do jakiegoś budynku jak np. muzeum czy zamek z piwnicami i z pewnego czasu nie ma danych GPS, wtedy warto zaznaczyć opcję drugą. Następny punkt jest istotny, bo cała idea synchronizacji polega na tym że wiemy o której dokładnie godzinie było zrobione zdjęcie i na tej podstawie program łączy to z danymi GPS. Dlatego ta część jest taka istotna. Na zrzucie jeszcze wpisane są dodatkowe minuty i sekundy aby synchronizacja była precyzyjniejsza (w moim aparacie jak widać czas nie był ustawiony zbyt dokładnie). Zaznaczenie opcji „dodaj wartość przesunięcia do daty wykonania EXIF” zrobi dokładnie to co opisuje :). Po naciśnięciu przycisku Ok program postara się dopasować dane GPS do wskazanych zdjęć. No i teraz pewna cecha tego programu się okaże całkiem przydatna, mianowicie tagi GPS są zapisywane tymczasowo. Jeżeli okaże się że mamy zły czas i dane GPS są przypisane niepoprawnie możemy poprawić ustawienia czasu i zobaczyć na mapie czy przypisane dane lokalizacyjne są poprawne. I tak aż do skutku. Jeżeli uzyskiwane wyniki są złe to po prostu nie zapisujemy tagów w plikach. Natomiast jeżeli tagi są przypisane poprawnie to należy je zapisać do plików, menu Zdjęcia i wybieramy opcję zapisz zmiany (ctrl + S) i wtedy zapisane zostaną tagi w całym otwartym katalogu, lub zapisz zmiany w wybranych plikach (shift + ctrl + S) i wtedy zostaną zapisane tagi tylko w zaznaczonych plikach. I w taki oto sposób mamy zdjęcia z zapisanym miejscem gdzie zostały zrobione. Albumy typu google  photos czy inne flickry wykrywają tagi GPS i pokazują je podczas wyświetlania. Program Picasa od Gugla również ładnie je pokazuje, tak wiem już nie jest wspierana ale do zarządzania zdjęciami oraz szybkich poprawek typu wyprostuj, przytnij popraw balans bieli nadaje się nadal bardzo dobrze.

Reklamy

Zdjęcia z tagami GPS część 1

Dzisiaj będzie pierwsza część wpisu w którym opiszę co jest jest nam potrzebne aby w zdjęciach zapisać tagi GPS. Pierwsza część będzie dotyczyła przygotowań przed zrobieniem zdjęć.

No więc potrzebne nam będą dwie rzeczy: aparat do zrobienia zdjęć i urządzenie do zapisu ścieżki GPS. Jeżeli zdjęcia będziemy robić telefonem to wystarczy włączyć GPS i w opcjach aparatu włączyć zapisywanie tagów GPS. No ale jeżeli chcemy uzyskać lepsze zdjęcia to warto użyć normalnego aparatu. Lustrzanka zrobi jednak lepsze zdjęcia niż telefon a nawet tani kompakt ma coś czego telefony jeszcze nie mają czyli zoom optyczny… to może będzie temat na inny wpis. Więc mamy sprzęt do zrobienia zdjęć, teraz potrzebujemy jeszcze drugiej części układanki czyli czegoś co zapisze nam ścieżkę GPS. Ja korzystam z zegarka do biegania z GPSem, bateria wystarcza na kilka godzin pracy z włączonym GPSem więc wystarcza w większości przypadków a trochę większy zegarek jest poręczny. Można użyć specjalnego urządzenia którego jedyną funkcją jest zapis ścieżki GPS ale chyba najłatwiej będzie użyć telefonu. Każdy współczesny smartfon posiada odbiornik GPS więc potrzebujemy tylko aplikacji do zapisu ścieżki. Z aplikacji do biegania typu Endomondo można wyeksportować plik GPX, ale są też znacznie lżejsze aplikacje do tego jak np. Moje trasy od Google czy wiele innych. Na koniec jeszcze jedna sprawa którą warto sprawdzić przed wyjściem. Warto ustawić dokładnie czas w aparacie . Później będzie nam to potrzebne do GPS w czasie ze zrobionymi zdjęciami. Można oczywiście skorygować różnicę wynikającą z innej strefy czasowej, zmiany czasu na letni/zimowy czy kilkuminutowego spóźnienia zegara w aparacie ale najlepiej temu zapobiegać. Łatwiej mieć od razu ustawiony poprawny czas niż później walczyć z korektami.

Wkrótce część druga 🙂

Adata UV 140 64GB szybki test

Szybki test niedawno zakupionego pena firmy Adata model UV 140 wersja 64GB. Pen obsługuje standard USB 3.1 co przy takiej pojemności bywa bardzo przydatne. Pojemność rzeczywista to 57,8GB a poniżej testy na USB 3.0:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapis 100MB/s a odczyt jeszcze szybszy to robi wrażenie, skopiowanie nawet dużego pliku trwa dosłownie chwilę. Jak mam kilka penów dodawanych jako gratisy to korzystam z nich bardzo rzadko. Kopiowanie czegoś większego niż kilka-kilkanaście MB mocno nadwyręża moją cierpliwość

Oraz na komputerze z USB 2.0

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak na USB 2.0 naprawdę szybki, przy kopiowaniu plików odczyt około 27MB/s a zapis 25MB/s. Obudowa jest lekka ale dostatecznie duża żeby był wygodny, nie posiada żadnych części ruchomych no i nie grzeje się, jest delikatnie ciepły nic więcej. Zobaczymy w jakim stanie będzie po kilku miesiącach użytkowania. Mój poprzedni pen czyli także Adata S102 już się trochę zużył. Z obudowy zaczyna schodzić farba a złącze USB ma lekkie luzy.

Jak na razie jestem z zakupu zadowolony, przy cenie 65 zł i wynikach które osiąga uznaję to za dobry zakup. Potrzebowałem czegoś większego bo dotychczas mój największy pen to była wspomniana S102 o pojemności 16GB a jej osiągi to zapis 20MB/s i odczyt pod 100 MB/s przy USB 3.0. Nowy pen odczyt ma bardzo podobny ale zapis znacznie szybszy.

Plusy:

  • całkiem tani (cena ~1zł za 1GB)
  • bardzo szybki zapis (~100 MB/s)
  • szybki odczyt (~110 MB/s)
  • mały lekki i poręczny bez zatyczek, czyli nie ma czego zgubić
  • żadnych wkurzających, migających światełek

Minusy

  • jak baaaardzo bym się przyczepił to pen wygląda na tani, obudowa nie jest z ładnej stali nierdzewnej czy aluminium. No ale on jest tani.
  • odczyt też mógłby być wyższy, ale ten minus też wymuszony. Przy odczycie/zapisie na poziomie 100 MB/s całe 60 GB można zapisać i odczytać w 10 min

Ankieta pączkowa 2018 – wyniki

Przepraszam za lekkie opóźnienie tego wpisu ale wkrótce po tłustym czwartku miałem tygodniowy wyjazd na narty. Oczywiście przed i po wyjeździe była cała lista spraw do zrobienia. No więc wpis doczekał się swojego miejsca w kolejce dopiero teraz. Chciałem bardzo podziękować wszystkim uczestnikom ankiety za udział, tym razem ankieta zamknęła się 40 odpowiedziami. To jest bardzo dobry wynik, w 2017 odpowiedzi było tylko 22, a dwa lata temu (rok 2016) odpowiedzi było 41. No więc przejdźmy do krótkiego omówienia wyników.

Na wspomniane już 40 odpowiedzi wszyscy odpowiedzieli na pytanie ile zjedli pączków, razem zjedliśmy 115,5 pączków co daje średnią 2,9 pączka na głowę (jeżeli pominiemy 6 osób które nie zjadły nawet jednego pączka to wtedy średnia rośnie do 3,4 pączka na głowę). Poniżej na wykresie widać jak się rozkłada ilość zjedzonych pączków. Dwie osoby jak widać na wykresie zjadły po 8 pączków, aż 10 osób zjadło po 2 pączki a 6 osób nie zjadło ani jednego. Rok temu średnia była wyższa bo wynosiła 3,3 pączka na osobę (3,8 z wyłączeniem osób które nie zjadły nawet 1 pączka).

Skąd trafiliście na moją ankietę? Znakomita większość ankietowanych bo prawie 80% trafiła przez blaba (rok temu 46%), kolejne 4 osoby czyli 11% z wpisu na blogu (rok temu 9%) a tylko 2 osoby przyznały się że na ankietę trafiły przez kanał #wtw , trzecia się do tego nie chciała przyznać :).

Teraz może zobaczmy jak wygląda podział na panie i panów. No więc ankietę wypełniło więcej Pań (58%) niż Panów (42%). Panie zjadły średnio po 2,5 pączka (2,9 jeżeli wyłączymy Panie które nie zjadły nawet jednego), Panowie jedzą więcej pączków średnio po 3,4 pączka (a nawet 4,1 jeżeli pominiemy osoby które nie zjadły ani jednego pączka). Co ciekawe mimo że ankietę wypełniło więcej kobiet to zjadły tyle samo pączków co mężczyźni (po 58 pączków). Dość ciekawie rozłożyło się podium w wynikach indywidualnych. Pierwsze miejsce z wynikiem 8 pączków zajęło ex aequo dwóch panów, drugie miejsce z wynikiem 6 pączków zajęły dwie Panie. Ostatnie miejsce podium z wynikiem 5 pączków zajęło znowu 4 Panów. Czyli na podium zmieściło się 8 osób z czego tylko 2 kobiety i 6 mężczyzn.

To może jeszcze przyjrzyjmy się blablerowi. Bo najwięcej osób trafiło na ankietę właśnie z tego serwisu. Dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn, znowu kobiety jadły średnio mniej pączków niż mężczyźni (2,5 vs 3,6). Tutaj przewaga Pań było za duża i nie dały szans w ilości zjedzonych pączków wygrywając z wynikiem 48:35,5.

Na koniec przyjrzyjmy się opisom. Skąd pochodziły pączki? Jeżeli było wpisane to zdecydowanie najczęściej była to cukiernia, rzadziej były to pączki „służbowe” czyli zapewnione przez pracodawcę, sklepy spożywcze i domowe. 6 osób podało wzrost i najczęściej było to 170cm i okolice. Waga też była podawana ale z obawy o swoje życie i zdrowie tych informacji upubliczniać nie będę. Były pozdrowienia do autora, za które dziękuję, była oferta sprzedaży samochodu (Skody) a najczęściej opis skąd były pączki i z jakim nadzieniem.

 

Vratna

Ten sezon narciarski jest w porównaniu do poprzednich bogaty w wyjazdy. No głównym powodem są warunki narciarskie czyli jest śnieg, poza tym w ciągu ostatnich lat wymieniłem sobie sprzęt narciarski. Teraz mam zestaw na którym się po prostu fajnie jeździ, niezłe narty, dopasowane buty a i reszta zestawu nie jest zła.

Kolejny wyjazd narciarski był na Słowację i trochę dalej bo do doliny Vratnej czyli blisko 200 km. W tym przypadku pozostaje wyprawa samochodem no i to jest dłuższa jazda bo ponad 2h. Ale moim skromnym zdaniem warto. Byłem na wyciągu Vratna Paseky gdzie jest 4 osobowa kanapka o długości 1300 m i trasa o długości 1550m i różnicy wysokości 400m i w ciągu 4h zrobiłem razem 13 zjazdów. Warunki były naprawdę niezłe, dużo śniegu a mało ludzi więc kolejki do wyciągu nie było. Pod koniec dnia pokazało się więcej lodu i niewielkie muldy na dolnym odcinku no i podczas jazdy na goglach zbierał się lód z powietrza. Jeździło mi się naprawdę fajnie, udało się zorganizować wyjazd z drugim narciarzem z samochodem więc i towarzystwo było dobre. Warto było się kilka razy wybrać bo coraz lepiej czuję te narty, wkrótce jadę na cały tydzień to już powinien być pełen komfort i czysta przyjemność z jazdy. Zdjęcia jak zwykle w albumie na Gphotos.

Ankieta pączkowa 2018

Jak co roku w tłusty czwartek ogłaszam ankietę pączkową więc proszę o zliczanie ile pączków udało się dzisiaj zjeść. Jak zwykle wyniki tylko zagregowane, nicki nigdzie nie będą wyciekać, pełna anonimowość. Po zakończeniu ankiety będzie krótkie podsumowanie. Ankieta poniżej lub bezpośrednio na stronie ankiety. Jak najbardziej można podać dalej. Z góry dziękuję za udział.

Czantoria

Jako że zima w pełni to wybrałem się po raz kolejny na narty. Tym razem wybrałem się na Czantorię i to pociągiem. Dlaczego pociągiem? Bo wygodniej. Wsiadam na mojej stacji i wysiadam na stacji Ustroń Polana, przechodzę na drugą stronę ulicy i jestem pod wyciągiem. To jest chyba największa zaleta Czantorii. Kolejne plusy to całkiem długi wyciąg i trasa (prawie 2km) bardzo miłe jest też że kasy, kawiarenka oraz ławki do przebrania znajdują się w ogrzewanym pomieszczeniu. Tym razem była niewielka liczba narciarzy na stoku. Po wizycie w Szczyrku to był szok, że można zjechać ze stoku i bez żadnej kolejki wjechać ponownie. Niestety były też minusy i tutaj największym były warunki. Czyli na początku mgła na górnej części, sporo lodu na trasie a później  mniejsze i większe ilości kopnego śniegu no i miejsca z kamieniami. Można się było wyjeździć ale to był męczący wyjazd. Szczególnie pod koniec mojego 4h karnetu warunki się zrobiły wymagające i trzeba było uważać żeby na kamień nie najechać, po lodzie też zdarzyło się zsunąć. Pogoda była taka sobie, przy rozproszonym świetle nie widać dobrze powierzchni stoku więc kilka razy miałem niespodziankę jak nawierzchnia miała inne ukształtowanie niż się spodziewałem. Było też nierówno więc szybciej można było jechać tylko na polance pod górną stacją, a na samym dole śnieg się zrobił brązowy z przebijającej ziemi. No i jeszcze jedno nieprzyjemne zdarzenie, podczas wyjazdu rozpiął się miband. Nie wiem nawet gdzie i kiedy więc nie za bardzo było jak go szukać a zobaczyłem to już po  zejściu ze stoku. Kilka zdjęć zrobionych kamerką Yi jak zwykle na albumie od G.