Bieganie po Beskidach

To będzie wpis o bieganiu, a jakże, ale po terenie bardziej trójwymiarowym niż Śląsk. Na treningu na który chodzę padł pomysł pobiegania po Beskidach. Stwierdziłem że to bardzo ciekawe i przyłączyłem się. Przy wycieczce w góry ważnym tematem warunkującym sens takiej wycieczki jest pogoda. Niestety pogoda była taka sobie, jak koniec tygodnia temperatura osiągała 15-18 stopni tak w sobotę było +7 na dole i lekki plus na górze. Ale może od podstaw.

Szyndzielnia i Klimczok (27 luty)

Wyjście było spod Bielska-Białej w kierunku Szyndzielni i Klimczoka. Od razu zastrzeżenie, nie korzystaliśmy z wyciągu. To jest całkiem fajne podejście, wychodzi się z wysokości 420 a Klimczok ma wysokość 1117mnpm, zapis trasy na mapy.cz. Podejście było marszobiegiem, czyli na zmianę marsz i bieg gdzie nachylenie i warunki na to pozwalały. Warunki zaś były takie sobie, na dole nie było śniegu ale mokro, niezbyt ciepło i bardziej późna jesień niż zima. Im wyżej tym więcej śniegu a na górze było biało. Trasa była prosta czyli podchodzimy do góry na Szyndzielnię potem na schronisko pod Klimczokiem i wracając wchodzimy na Klimczok i zbiegamy w dół. Słowo zbiegamy nie zostało tutaj użyte na wyrost naprawdę to był bieg w dół. Tempo miejscami poniżej 4 min/km. Po tym muszę powiedzieć bieganie w dół po luźnym śniegu daje sporo frajdy. Poniżej krótki filmik nakręcony i poskładany przez kolegę. I jeszcze zapis zejścia na stronie garmina, niestety podejście do góry się nie zapisało.

Salamandra Ultra Trail 25k (14 marca)

Wyżej było o pierwszym wyjeździe. Tak się spodobało że pojechaliśmy po raz drugi. Tym razem trasa była dłuższa po 25km i była to trasa na której odbędzie się bieg Salamandra Ultra trail. Bieg zaczynał się w Dzięgielowie koło zamku (trasa ma mapy.cz) potem wejście na zielony szlak, w kierunku |Czantorii, pod Tułem odbicie w prawo na Leszną Górną, potem wejście na szlak Przyrody bez granic i przejście granicą i na Ostry, potem szlak partyzancki i na małą Czantorię potem przez Cisownicę i przez Wyrchgórę kamieniołom i koniec. Jak widać zdecydowanie bardziej skomplikowana trasa, dłuższa i bardziej wymagająca. Pogoda jak na taką wyprawę była dobra, około +10 stopni, wyżej oczywiście zimniej. Warunki miejscami trudne, ślisko dużo błota jak przy zejściu z Ostrego czy lód na wąskiej ścieżce przy zejściu z małej Czantorii. Trzeba było uważać i wtedy bieganie raczej nie wchodziło w grę. Tym razem zapisała się cała trasa i zajęło to 4 h 52 min z czego prawie 4h to był ruch. Po powrocie wszyscy wyciągnęli wałówki i zaczęli nadrabiać straty energetyczne.

Dookoła Brenny Leśnicy (11 kwietnia)

To wszystko było mało więc pojechaliśmy po raz trzeci. Zaproponowałem przejście dookoła doliny Brenny Leśnicy. Wyjście ze skrzyżowania i przy ośrodku zdrowia wchodzimy na czarny szlak na Grabową, potem Salmopol, Trzy Kopce Wiślane, Świnorka, Orłowa, Beskidek, potem zejście zielonym do drogi i powrót do punktu wyjścia (trasa na mapy.cz). Trasa zdecydowanie prostsza niż Salamandra przy praktycznie takim samym dystansie, co ciekawe przewyższenia minimalnie wyższe (wzrost wysokości 1295 vs 1211m) przy bardzo podobnych różnicach wysokości (365-905 Brenna i 299-849 Salamandra) Poniżej dokładniejsze dane dotyczące biegu w Brennie (na górze) i Salamandry (poniżej) i link do zapisu na stronie garmina.

Mieliśmy super pogodę, rano +12 i lekki wiaterek, potem się robiło coraz cieplej przy słonecznej pogodzie, tylko na bardzo osłoniętych polanach wiało mocniej. Wszystko to plus prostsza trasa, mniejsza ekipa, była naprawdę udana wycieczka.

Wpis będzie aktualizowany o kolejne wyjazdy, o ile takie się zdarzą.

Klasyka polskiego kina

Niedawno szukałem gdzie mogę zobaczyć Kingsajz w internecie i się okazało że na Ipli jest naprawdę przedni wybór polskiej klasyki dostępny do obejrzenia za darmo. Przy filmach które przeglądałem była data dostępności w serwisie do 31 grudnia 2021. W wyszukiwarce VOD filmów szukamy z tagiem studio filmowe KADR, a lista jest naprawdę bogata. Jest Seksmisja, Kingsajz, Kogel Mogiel, Brunet wieczorową Porą, tryptyk Śląski Kutza, Pierścień i Róża, Faraon, Poszukiwany Poszukiwana, Rękopis znaleziony w Saragossie i wiele wiele innych. Wiele z nich po rekonstrukcji cyfrowej więc wyglądają nieźle. Wpis nie jest w żaden sposób reklamowy, linków nie ma. Polskie filmy na zachodnich streamingach to nie jest częsty widok więc uznałem że takie źródło warto nagłośnić.

Prato alla Drava/Winnebach – narty 2020

Uwaga: To jest jeden z zaległych wpisów, który długo kisił się w szkicach. Przez miesiąc czy dwa powisi na dacie publikacji potem go przesunę na marzec 2020. Tak będzie łatwiejszy do znalezienia i data będzie odpowiadała opisywanemu wydarzeniu.

Tym razem wybrałem się do ośrodka 3 Zinen leżącego we Włoszech w prowincji Sudtirol przy granicy Austriackiej. To są Włochy ale częściej usłyszysz tam Grüß Gott niż Ciao, co spowodowane jest tym że dla ponad 80% osób językiem ojczystym jest niemiecki. Kilka kilometrów od wioski w której mieszkałem znajduje się dolna stacja o nazwie Punka. Stacja ta niedawno została oddana do użytku i widać że pomyśleli tutaj o narciarzach. Możliwość przebrania się w ogrzewanym pomieszczeniu na wygodnej ławce z czystą toaletą i z dostępem do wifi jest nieoceniona. Na dole kawiarnia, bar i kasy biletowe, na górze ogrzewana przechowalnia nart, toalety no pełny komfort. Poza weekendem tłumów nie było co mogło być spowodowane początkami pandemii, byłem tam w pierwszych dniach marca.

Góry nie są bardzo wysokie jak na Dolomity bo najwyższe wyciągi wspinają się na 2300 a dolne stacje zaczynają się od 1100 ale tras jest sporo, są różnorodne, na różnych górach a widoki przy dobrej pogodzie jak to w górach rewelacyjne. Poniżej filmik ze zjazdu trasą 16 z góry Helm/Monte Elmo dzień po mocniejszych opadach śniegu. I w sumie jedyne do czego mógłbym się przyczepić to średnio przygotowane trasy. Trasy są bardzo szerokie i z wariantami więc jest co ratrakować, dzień czy raczej noc przed zjazdem były mocne opady śniegu ale przygotowanie niektórych tras mogło być lepsze.

Główne stoki znajdują się na stokach góry Helm/Monte Elmo z możliwością przejazdu przez Signaue na Rotwand/Croda Rossa i przejazd trasą 11 to był jeden z przyjemniejszych widokowo jakie widziałem. Poniżej trasa 11 pokonana dnia z lepszą pogodą w dwóch częściach:

Click to access 3zd-winterpano-basic-hd-komprimiert.pdf

Jak widać po mapce powyżej ośrodek jest rozbudowany i całkiem ciekawy. Tutaj przypomnę że warto dokładniej przyjrzeć się mapie i to najlepiej takiej klasycznej mapy o utrzymanej skali i z zaznaczonymi wyciągami. U mnie całkiem nieźle sprawdził się Osmand z pluginem narciarskim. O czym przekonałem się w ten trudniejszy sposób. Zjechałem trasą numer 6 do Moos/Moso i z mapy wynika że wyciąg numer 7 jest zaraz obok. No więc nie jest wcale tak blisko, tak bliżej kilometra w linii prostej a dojście do wyciągu 7 wcale nie było oczywiste czy płaskie. Szczególnie w butach narciarskich z nartami na ramieniu.

Dość ciekawa jest też trasa I. Numerami rzymskimi są oznaczone trasy widokowe bardziej niż zjazdowe. Zdecydowanie warto się taką przejechać, minusem jest to że te trasy są raczej płaskie. Czyli czasami trzeba podejść no i to jest męczące. Poniżej filmik ze zjazdu tą trasą

Można wrócić trasą III, niestety ta jest zdecydowanie bardziej płaska i aby się przez nią przebić trzeba się trochę namachać, ale też jest ładnie. Na koniec wyjeżdżamy koło knajpy koło której można się pobawić z lamami. No więc po pierwsze trasa:

oraz Lamy

I żeby pokazać że tam jest naprawdę ładnie kilka zdjęć zrobionych podczas jazdy:

Bieg w samych gaciach


Dzisiaj będzie trochę o pierwszym w tym roku biegu w którym wziąłem udział. Bieg w postaci wirtualnej, w znaczeniu że nie ma jednej godziny i wspólnego startu. Jednak jest określona trasa i po przebiegnięciu dostajesz medal. Jednak najciekawsze jest co innego a nazwa nie wzięła się z powietrza. Czyli idea jest żeby przebiec, w tym wypadku 5km, tylko w gaciach. Co jest o tyle ciekawe że bieg miał miejsce 31 stycznia przy temperaturze minus 8. Biegłem razem z innymi Wartkimi Pieronami w strojach jak na zdjęciu poniżej:

Uprzedzając pytania, dystans wynosił tylko 5km, mieliśmy ze sobą ubrania gdyby jednak się okazało że organizm nie jest w stanie przyjąć wysiłku w takiej temperaturze, oraz biegliśmy w grupie. No więc wszyscy widoczni na zdjęciu powyżej przebiegli ten dystans, czas no tutaj nie za bardzo jest się czym chwalić ale i nie o to chodziło. Po biegu i odpoczynku było jeszcze morsowanie z przerwą na ogrzanie. No i ciekawostka, ten bieg nie był aż taki zły jak się obawiałem. Tak było zimno, ale po pewnym czasie przestałem to odczuwać. Znaczy czujesz że jest zimno, ale nie masz wrażenia że tobie jest zimno. Nie było żadnych dreszczy, jedynie trochę gęsiej skórki. Tutaj dobrze trafiliśmy z pogodą bo mimo że było zimno to nie było wcale wiatru. A poranek nad Chechłem był piękny.

Rok 2020 – bieganie

I trzecia cześć podsumowania, tym razem na temat biegania. I jak w innych dziedzinach było różnie to w bieganiu było dobrze, a nawet bardzo dobrze. To był drugi rok w którym systematycznie chodziłem na ćwiczenia biegowe, dwa lata temu było to raz w tygodniu. Pod koniec 2019 znalazłem w okolicy grupę BBL i zacząłem chodzić też na te zajęcia. Na zimę przestali działać, na wiosnę wrócił, na początku z ograniczoną ilością osób a tak od końca maja już w pełni. Więc od połowy roku chodziłem dwa razy spotkania na treningi biegowe. No ale może zacznę od najważniejszego. W tym roku udało się przebiec ponad 1000 km A dokładniej to:

Ten cel powyżej to był 3 założony cel w tym roku, pierwszy, czyli 600km przekroczyłem już w sierpniu, no to założyłem nowy, tym razem 900km. Ten udało się przekroczyć pod koniec listopada, no więc założyłem kolejny i ten też udało się osiągnąć do końca roku. Jestem z tego po prostu dumny, szczególnie że w 2019 przebiegłem 560km, a w 2018 350km. To teraz pochwalę się ile udało się przebiec w kolejnych miesiącach:

Dystans przebiegnięty w miesiącach 2020 [km]
Ilość aktywności biegowych w kolejnych miesiącach.

W ciągu tego roku miałem tylko jeden bieg zorganizowany, który się odbył, to były parkowe hercklekoty w lutym, dystans 10 km i czas 55:37. To w sumie największy minus, że pomimo całkiem niezłej formy nie było gdzie jej przetestować. Większość biegów w których chciałem startować odwołano, przeniesiono albo przekształcono w wirtualne. W marcu i kwietniu nie za bardzo miałem motywację do biegania a jeszcze na początku marca wróciłem z Włoch po nartach więc i na treningi też nie chodziłem. Więc to był powód dlaczego te dwa miesiące takie słabe. Od maja był powrót do systematycznych treningów, a w czerwcu zacząłem przygotowania do pierwszego wirtualnego półmaratonu. To był półmaraton industrialny, który miał się odbyć w Rudzie Śląskiej a pobiegliśmy go 15 lipca na Paprocanach w Tychach. Potem kolejny półmaraton wirtualny, tym razem gliwicki, 18 października i jeszcze w październiku (31 X) pierwsze podejście do biegu niepodległości i drugie (11 XI) po 12km. Trasa którą biegliśmy pomiędzy Rudą Śląską a Mikołowem tak się nam spodobała że zaczęliśmy tam biegać co tydzień w sobotę rano i to najczęściej po 14km. Stąd też takie dystanse w listopadzie i grudniu. W grudniu jeszcze dwa razy wybrałem się na morsowanie. To było dość ciekawe doświadczenie, jeszcze nie jestem pewien czy zostanę morsem ale na razie wyniki są zachęcające.

Garmin śledzi rekordy na typowych odległościach i może wrzucę zrzut z końca grudnia

Tablica rekordów (zrzut z 25 grudnia)

Już pomijając czasy osiągnięte na tych dystansach, ciekawie wyglądają daty w których te wyniki zostały osiągnięte. Poza półmaratonem wszystkie są z drugiej połowy 2020. Do tego rekord na milę po raz pierwszy został poprawiony 26 sierpnia, po raz drugi w październiku. Z biegiem na 10km podobnie. Tutaj widać jak dużo dają systematyczne treningi. Ciekaw jestem czy jakieś znaczenie miała wymiana zegarka, w drugiej połowie czerwca mój forerunner 210 się rozłożył i w trybie pilnym zaopatrzyłem się w Vivoactive 3. To jest znacznie nowszy zegarek, przekazuje więcej danych o biegu i może trochę lepiej wyciąga rekordy. Na pewno najważniejsze były te systematyczne treningi, bo rekord na 5km pobije się biegnąc 5km lub niewiele więcej a nie 12km. Przy czym rekord na 1km został poprawiony przy teście na 1km z BBLa a rekord na milę przy teście coopera (przy okazji na cooperze przebiegłem 2500m). Z tych dwóch wyników wydaje się że mila jest zdecydowanie do poprawy. Tempo na milę jest za blisko tego z biegu na 5km. To są tylko 4 okrążenia bieżni, kiedyś będzie trzeba to poprawić 🙂

Skorzystam z tego że do Garmina wrzuciłem też kilka innych typów aktywności i dzięki temu można było wyciągnąć taki fajne wykresy

Dystans pokonany w 2020 w rozdzieleniu na aktywności

Różne aktywności z podziałem na czas jaki im poświęciłem [minuty]

Ilość różnych aktywności w poszczególnych miesiącach

Tutaj ładnie widać sezonowość aktywności, zimą narty, latem rower a jesienią spacery. Te inne w sierpniu to rejs statkiem wycieczkowym po Bydgoszczy i rowerem wodnym po jeziorku. Jakoś chciałem to zapisać bo zawsze można wyciągnąć gpxa i podpiąć współrzędne GPS do zdjęć.

Seriale 2020

Zgodnie z obietnicą będzie osobny wpis o serialach w 2020. Trochę się tego nazbierało więc wydzieliłem to do osobnego tekstu.

Pierwszym obejrzanym tytułem w roku była Dracula Gatissa i Moffata i naprawdę podobał mi się. Ciekawe podejście, szczególnie dwa pierwsze odcinki. Trzeci z przeniesieniem Draculi do czasów współczesnych, tu już coś lekko zgrzytało. Dracula bardzo dobrze zagrany, siostra Agatha van Hellsing także, naprawdę fajna wersja draculi.

Było kilka tytułów z kolejnymi seriami, np. Magnum P.I. czyli reboot klasyki z Selleckiem. Oryginał to nie był wymagający tytuł, reboot jest jeszcze lżejszy i bardziej na luzie. Ładne widoki, szybkie samochody i fabuła niewymagająca wielkiego wysiłku umysłowego.

Potem Young Sheldon, czyli młode lata Sheldona z Big Bang Theory. Klimat zupełnie odmienny niż w TBBT, jak tam było o nerdach dla nerdów tak tutaj mamy całą rodzinę Sheldona w Teksasie czyli stanie znacznie bardziej konserwatywnym a i sam Sheldon jako dziecko jest odmienny i miejscami milszy od swojego dorosłego odpowiednika. Więc dostajemy lekki i przyjemny sitcom obyczajowo-komediowy. Bez całego dodatku nerdowskiego z TBBT.

Druga seria to Rookie z Nathanem Fillionem jako rekrutem policyjnym, który wstępuje do Policji znacznie później niż inni. Jak w pierwszym sezonie serial szukał trochę swojej drogi i pierwsze odcinki były takie sobie, tak od długiej połowy pierwszego sezonu serial znalazł sobie jakąś niszę i lekko podniósł poziom. To nadal nie jest najlepszy serial roku ale całkiem przyjemnie się ogląda, postacie nie są zbyt drewniane a scenarzyści mają pomysły które jeszcze nie są żenujące, a w każdym razie niezbyt. Zobaczymy jak się obroni 3 sezon, niestety mam lekkie obawy z tym związane. Sezon 2 zakończył się bowiem cliffhangerem i to takim wywracającym serial do góry nogami. No zobaczymy.

W wakacje widziałem także dwa seriale które są do siebie dość podobne tematycznie więc będzie opis podwójny. Chodzi mi o Avenue 5 z Hugh Laurie jako kapitanem wycieczkowego statku kosmicznego, oraz Space Force ze Stevem Carellem jako szefem nowo powołanych sił kosmicznych i Johnem Malkovichem jako szefem działu badań. Więc obydwa seriale mają w tle kosmos, tu statek kosmiczny, tu kosmiczne siły zbrojne, obydwa seriale są komediowe oraz obydwa seriale są zbudowane mocno na postaciach granych przez gwiazdy w nim występujące czyli na Lauriem i Carellu. Tyle na temat podobieństw. Avenue 5 to jest niewykorzystana szansa na niezły serial, jak na komediowy jest po prostu mało śmieszny. Potencjał był spory ale nie wyszło, serial miejscami jest wręcz żenujący. Szczególnie postacie szefowej stacji naziemnej czy właściciela statku są po prostu złe, nawet rola Lauriego go nie ratuje. Natomiast Space Force jest jednak lepszy, role Carella czy Malkovicha już są niezłe ale i cała reszta trzyma poziom. To jest serial komediowy i jest zabawny, są pomysły na kolejne odcinki. Nie jest to serial dużo lepszy ale z tej dwójki jednak ciekawszy. Co ciekawe obydwa seriale dostaną drugi sezon.

Kolejny był Mandalorian, i tutaj przyznam że to był naprawdę niezły serial. Odcinki są od siebie różne, każdy jest trochę inny ale na całej długości serial trzyma poziom. Nie ma wrażenia że akcja leci bez oglądania się do tyłu. Jest czas na rozwinięcie, jest sporo smaczków, jest humor. No naprawdę podobał mi się. Zobaczymy jaki będzie drugi sezon bo to jeszcze przede mną.

Następny zupełnie z innej strony to była Miss Scarlet and the Duke, czyli serial kryminalny o Pani detektyw działającej w połowie XIX wieku w Londynie. Tak to nie jest serial trzymający się ściśle faktów historycznych ale raczej luźno osadzony w historii lekki serial z ładnymi kostiumami i fajnym akcentem Mosesa. Ogląda się całkiem przyjemnie.

Kolejny serial detektywistyczny to był Stumptown, czyli serial też o pani detektyw ale tym razem w czasach współczesnych w USA, była weteranka zostaje detektywem i naprawdę ma do tego smykałkę. Niestety poza tym to nie jest modelowa obywatelka i ma sporo innych problemów oraz pewien talent do wpadania w kłopoty. Ogląda się całkiem fajnie, aktorzy i scenariusz nie jest złe. Można polecić.

Jak już jesteśmy przy serialach z Paniami detektyw to był jeszcze jeden czyli Private Eyes, na polski przetłumaczono to jako Detektywi do pary. Znowu Pani detektyw przez zbieg okoliczności, no bo jakże inaczej, pomaga w rozwikłaniu pewnej sprawy były gracz hokejowy. Tak się to mu spodobało że postanawia zostać prywatnym detektywem, oczywiście jako wspólnik pięknej Pani detektyw. Przypomina mi miejscami Castla, też mamy Panią detektyw i przystojnego, pewnego siebie outsidera który całkiem sprawnie rozwiązuje kolejne sprawy. Czasami pomagają znajomości, czasami przebojowość a czasami niesztampowe myślenie. Przyjemny lekki serial z fajnymi zdjęciami Kanadyjskiego miasta i dalekim echem Remingtona Steela.

Był jeszcze jeden serial umiejscowiony w świecie Star Treka czyli Star Trek Picard. No i ten serial jest taki nie do końca w klimacie Star Treka, jest inny. Wcale nie znaczy że gorszy, powiedziałbym nawet że ciekawszy, jest zaskakujący. Nie jest taki sztampowy jak niektóre serie Star-Treka. W każdym razie podobał mi się bardziej niż 2 sezon Star Trek Discovery.

Na koniec zostawiłem dwa seriale które sobie przypomniałem w całości. Pierwszy był MASH. Jasne widziałem pojedyncze odcinki, telewizji MASH się pojawiał całkiem często ale jak się okazało wielu odcinków nie widziałem. No i po przemieleniu wszystkich 11 sezonów na świeżo przyznam że to jest nadal bardzo dobry serial. Mimo swoich lat na karku (kręcili go w latach 72-83) ten serial zestarzał się naprawdę dobrze. Dużo nowszych seriali już po kilku latach staje się ciężkie w odbiorze a tutaj tego nie ma. Nadal bawi, miejscami skłania do myślenia i nadal po tylu latach świetnie się broni.

Drugi serial już był znacznie nowszy bo The Big Bang Theory, finał miał naprawdę niedawno. Też sitcom, też bardzo długi bo 12 sezonów i też całkiem fajne. Jednak to jest zupełnie inny klimat, lżejsze, bardziej nerdowskie, bardziej osadzone w aktualnej popkulturze do której jest dużo odwołań. Fragmenty nadal bawią i niektóre żarty jednak robią się coraz zabawniejsze w miarę powtarzania.

Pod koniec roku zacząłem też kolejny serial, czyli Mentalist. Nie widziałem go wcześniej a to taki bardzo przyjemny serialik. O byłym oszuście który po pewnym osobistym i traumatycznym przeżyciu pomaga policji w łapaniu morderców. Przypomina mi kiedyś oglądany Lie to me z Timem Rothem, ale w Lie to me było więcej wyjaśnień, w Mentaliście tego nie ma. Jest geniusz który czyta w ludziach jak w otwartej książce, praktycznie się nie myli, ma gigantyczne ego i nie zwraca uwagi na konwenanse społeczne. Ogląda się fajnie ale Lie to me robiło bardziej realistyczne wrażenie a postacie były głębsze.

Podsumowanie 2020

Dawno nie było żadnego wpisu to może kontynuując pewnego rodzaju tradycję podsumowanie roku. To był dziwny rok. To chyba nie jest niespodzianką że od tego zacznę. Początek roku nie zapowiadał wywrócenia wielu dziedzin życia do góry nogami. Rok zaczął się całkiem normalnie, jakieś pojedyncze wyjazdy na narty w okolicy, zorganizowany bieg na 10km (parkowe hercklekoty, o bieganiu będzie więcej w osobnym wpisie) i w drugiej połowie lutego wyjazd na narty do Włoch. Taaa z perspektywy czasu to był bardzo ciekawy pomysł. Uprzedzając pytania, na początku lutego wirus był w Chinach i wydawał się bardzo odległy. W Europie przypadków było niewiele a ja podróżowałem samochodem do wiochy gdzie mieszka 316 ludzi. Przypomnę że na stoku ludzie i tak utrzymują dystans, mają rękawiczki, gogle a spora część maski czyli pełne wyposażenie do którego przyzwyczailiśmy się w kolejnych miesiącach. Po powrocie natomiast się okazało że pracuję zdalnie, do czego nie miałem nawet czasu się przygotować. I od tego czasu z małymi przerwami zaczęła się ta dziwna rzeczywistość z którą mieliśmy do czynienia przez resztę roku. Co ciekawe poza wyjazdem na narty w lutym, potem był jeszcze wyjazd nad jeziorko w Polsce na początku sierpnia, oraz wyjazd do Włoch we wrześniu. Tyle wstępu teraz kolejne tematy które były poruszone także rok temu.

Po pierwsze książki, rok temu przeczytałem 25 książek a w tym roku 23. Jak i poprzednio jest strona z listą przeczytanych książek i krótkimi recenzjami. Zamierzeniem było przeczytanie 52 książek ale nie udało się. Czy mogło być więcej, jasne że tak ale nie jest źle. Co ciekawe poza trylogią Eddingsa „Dzieje Elenium” wszystko przeczytałem w ebookach. Nie ma obaw ebooków mam na długie lata, jeżeli nie podkręcę tempa czytania a wciąż wychodzą i kupuję nowe. Do tego dochodzą książki papierowe i naprawdę długa lista książek do przeczytania a i tak najczęściej kolejna przeczytana książka się na niej nie znajduję. W sumie z tym mam lekki zgryz, z decyzją jaką książkę przeczytać następną. Na stronie są przy opisach daty zakończenia więc dość wyraźnie widać że miewałem przerwy i to długie, liczone w miesiącach. Miewałem też okresy w których przeczytałem kilka książek jedna po drugiej. Będzie kontynuacja tematu, czyli też będzie strona z przeczytanymi w tym roku książkami.

Części druga to będą filmy i seriale. Filmów obejrzałem słownie sztuk jeden 30 grudnia Captain America: pierwsze starcie. Film całkiem przyjemny szczególnie pierwsza połowa. Na drugą jakby brakło pomysłu, akcje to takie teledyski. Tu zdecydowanie jest pole do poprawy. Poza filmami są jeszcze seriale, i tutaj jest zdecydowanie lepiej. Lockdown zdecydowanie zachęcał do oglądania a seriale były taką przyjemną i krótką ucieczką. O serialach też chyba będzie osobny wpis bo ich się nazbierało sporo. Tutaj były i kolejne serie, i początki nowych czy powroty do tytułów sprzed lat i sprawdzenie jak zniosły próbę czasu.

Jak rok temu pisałem do zestawu pod tv doszło PS4 i w ubiegłym roku kilka gier się udało ograć. Tytułem do którego nadal wracam chyba najczęściej jest Gran Turismo. Tak to bardziej zręcznościowe podejście bardziej niż symulacja ale kierownicy nie mam i chwilowo nie planuję a w GT nawet na padzie gra się bardzo przyjemnie. Poza tym sporo czasu spędziłem nad Diablo 3, i jak obawiałem się sterowania na padzie to okazało się że zupełnie niepotrzebnie. Gra się chyba wygodniej niż na klawiaturze, wszystko jest pod ręką i naprawdę fajnie to rozwiązali. Kolejne ograne tytuły to Call of duty WWII, Bardzo fajna strzelanka, nie za łatwa, nie za trudna, dużo frajdy dawało. Następnym tytułem było inne Call of duty, czyli Modern Warfare 2 w wersji remastered. Wpadło na PS plusie to pomyślałem że warto sprawdzić. No i część osadzona w czasach drugiej wojny światowej podobała mi się bardziej. Trochę trudne do wytłumaczenia dlaczego ale była lepiej zbalansowana. Też niezła ale po jednokrotnym przejściu już nie wracam a do WW2 nadal co jakis czas tak. Poza tym pograłem jeszcze w kilka innych gier , Monster Energy Supercross, Fall guys, Wipeout Omega Collection, Burnout Paradise remastered, Star Wars Battlefront, Super Stardust Ultra, Borderlands 2. Subskrypcja PS Plusa daje po pewnym czasie naprawdę spory wybór, oczywiście wymaga to dołożenia dysku zewnętrznego bo wbudowane dyski czy 500 czy 1000 to jest dobre na początek i zapycha się niesamowicie szybko.

Z innych tematów to blog w poprzednim roku leżał, w ciągu roku poza wpisami z podsumowaniem 2019 pojawił się słownie JEDEN nowy wpis. Kilka wpisów jest na etapie szkicu ale nie doczekało się publikacji. Może w końcu się doczekają :). Poza tym wkrótce będą dwa wpisy z podsumowaniami: serialowym i biegowym.

Factfullness

Na stronie Książki – 2020 powstaje lista książek przeczytanych w 2020 r. i jako jedna z pierwszych jest wspomniana w tytule Factfullness Hansa Roslinga. Podtytuł całkiem precyzyjnie mówi o czym jest sama książka czyli „Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą”. W książce na początku mamy krótki test wyboru na temat tego jak postrzegamy świat, czyli np. ile dziewcząt kończy szkołę podstawową, jaki procent dzieci w wieku 1 roku jest szczepionych na podstawowe choroby i tym podobne. Ogólne pytania jak postrzegamy Świat poza naszym najbliższym otoczeniem, jak postrzegamy Świat jako całość. No i można się całkiem mocno zdziwić. Test można też zrobić online, jest na stronie gapminder.org i zachęcam do jego zrobienia, pytania są proste i zajmie to kilka minut. Sama książka jest pogłębioną analizą dlaczego ludzie tak czarno widzą Świat i podaje kilka optymistycznych informacji które starają się walczyć z tym czarnowidztwem. Czyli np. sytuacja w europie w XX wieku bywała gorsza niż dzisiaj w niektórych krajach uznawanych przez nas za rozwijające się. Książkę zdecydowanie warto przeczytać aby trochę zmienić swój punkt widzenia na temat otaczającego nas Świata. Nie jest aż tak źle w większości przypadków a jedynie człowiek w sposób naturalny zwraca większą uwagę na wiadomości negatywne i katastrofalne.

Rok 2019

Pierwszy wpis był o bieganiu kolejny będzie o pozostałych tematach i może lekka weryfikacja tego co zamierzałem na 2019, co się udało a co nie. W planach było więcej biegania i jak widać po poprzednim wpisie to zamierzenie zostało spełnione. Drugim pomysłem na poprzedni rok było więcej czytać. Do tego zabrałem się z rozmachem bo w planach były 52 książki w ciągu roku. Stworzyłem stronę książki 2019 i traktując to jako dziennik połączony z brudnopisem wpisywałem tam przeczytane książki z krótkim opisem. Czyli o czym książka, czy polecam, ebook/papier no i data skończenia. Na koniec planowanych 52 książek w nie udało się przeczytać ale 25 jednak tak. W tym kilka (jak np. tomy Meekhanu) było naprawdę długich. Tak więc plan minimum zaliczony ale pole do poprawy jest. Zamierzenie na następny rok to przeczytać nie mniej a najlepiej więcej i jednak zbliżyć się do tych 52 książek. Strona z zapisem postępów na 2020 już jest.

Następnym pomysłem było zmniejszyć kupkę wstydu jeżeli chodzi o zaległości filmowe. No i tutaj poległem na całego. Nie zobaczyłem nawet jednego normalnego filmu. Jeden krótkometrażowy Szczurołap, którego przy okazji polecam, to nie jest nawet tragicznie. No więc jak się można domyślić w planach na 2020 jest więcej kina. Żeby nie było aż tak tragicznie w serialach jakiś  ruch jest. Nie będę opisywać tutaj tylko odeślę na mój profil filmwebowy. Najbardziej wyczekiwany był oczywiście Wiedźmin od netflixa. Nie było źle ale u nich też jest pole do poprawy. Nie rozumiem po co wprowadzono wątek Yennefer w Aretuzie. Po co to? No i co z tymi dialogami, Sapek naprawdę napisał je dobrze a w serialu ich praktycznie nie ma.

No a jak z wpisami na blogasku? Średnia to 1 wpis/miesiąc czyli pole do poprawy jest. Najwięcej jest wpisów, jakżeby inaczej, o bieganiu. Zdarzają się tez wpisy o wycieczkach ale brakuje innych tematów.

Z innych tematów w listopadzie doszło PS4 i ostatnio podszkalam się z GT 🙂 będzie też wiedźmin grany.