Rok 2020 – bieganie

I trzecia cześć podsumowania, tym razem na temat biegania. I jak w innych dziedzinach było różnie to w bieganiu było dobrze, a nawet bardzo dobrze. To był drugi rok w którym systematycznie chodziłem na ćwiczenia biegowe, dwa lata temu było to raz w tygodniu. Pod koniec 2019 znalazłem w okolicy grupę BBL i zacząłem chodzić też na te zajęcia. Na zimę przestali działać, na wiosnę wrócił, na początku z ograniczoną ilością osób a tak od końca maja już w pełni. Więc od połowy roku chodziłem dwa razy spotkania na treningi biegowe. No ale może zacznę od najważniejszego. W tym roku udało się przebiec ponad 1000 km A dokładniej to:

Ten cel powyżej to był 3 założony cel w tym roku, pierwszy, czyli 600km przekroczyłem już w sierpniu, no to założyłem nowy, tym razem 900km. Ten udało się przekroczyć pod koniec listopada, no więc założyłem kolejny i ten też udało się osiągnąć do końca roku. Jestem z tego po prostu dumny, szczególnie że w 2019 przebiegłem 560km, a w 2018 350km. To teraz pochwalę się ile udało się przebiec w kolejnych miesiącach:

Dystans przebiegnięty w miesiącach 2020 [km]
Ilość aktywności biegowych w kolejnych miesiącach.

W ciągu tego roku miałem tylko jeden bieg zorganizowany, który się odbył, to były parkowe hercklekoty w lutym, dystans 10 km i czas 55:37. To w sumie największy minus, że pomimo całkiem niezłej formy nie było gdzie jej przetestować. Większość biegów w których chciałem startować odwołano, przeniesiono albo przekształcono w wirtualne. W marcu i kwietniu nie za bardzo miałem motywację do biegania a jeszcze na początku marca wróciłem z Włoch po nartach więc i na treningi też nie chodziłem. Więc to był powód dlaczego te dwa miesiące takie słabe. Od maja był powrót do systematycznych treningów, a w czerwcu zacząłem przygotowania do pierwszego wirtualnego półmaratonu. To był półmaraton industrialny, który miał się odbyć w Rudzie Śląskiej a pobiegliśmy go 15 lipca na Paprocanach w Tychach. Potem kolejny półmaraton wirtualny, tym razem gliwicki, 18 października i jeszcze w październiku (31 X) pierwsze podejście do biegu niepodległości i drugie (11 XI) po 12km. Trasa którą biegliśmy pomiędzy Rudą Śląską a Mikołowem tak się nam spodobała że zaczęliśmy tam biegać co tydzień w sobotę rano i to najczęściej po 14km. Stąd też takie dystanse w listopadzie i grudniu. W grudniu jeszcze dwa razy wybrałem się na morsowanie. To było dość ciekawe doświadczenie, jeszcze nie jestem pewien czy zostanę morsem ale na razie wyniki są zachęcające.

Garmin śledzi rekordy na typowych odległościach i może wrzucę zrzut z końca grudnia

Tablica rekordów (zrzut z 25 grudnia)

Już pomijając czasy osiągnięte na tych dystansach, ciekawie wyglądają daty w których te wyniki zostały osiągnięte. Poza półmaratonem wszystkie są z drugiej połowy 2020. Do tego rekord na milę po raz pierwszy został poprawiony 26 sierpnia, po raz drugi w październiku. Z biegiem na 10km podobnie. Tutaj widać jak dużo dają systematyczne treningi. Ciekaw jestem czy jakieś znaczenie miała wymiana zegarka, w drugiej połowie czerwca mój forerunner 210 się rozłożył i w trybie pilnym zaopatrzyłem się w Vivoactive 3. To jest znacznie nowszy zegarek, przekazuje więcej danych o biegu i może trochę lepiej wyciąga rekordy. Na pewno najważniejsze były te systematyczne treningi, bo rekord na 5km pobije się biegnąc 5km lub niewiele więcej a nie 12km. Przy czym rekord na 1km został poprawiony przy teście na 1km z BBLa a rekord na milę przy teście coopera (przy okazji na cooperze przebiegłem 2500m). Z tych dwóch wyników wydaje się że mila jest zdecydowanie do poprawy. Tempo na milę jest za blisko tego z biegu na 5km. To są tylko 4 okrążenia bieżni, kiedyś będzie trzeba to poprawić 🙂

Skorzystam z tego że do Garmina wrzuciłem też kilka innych typów aktywności i dzięki temu można było wyciągnąć taki fajne wykresy

Dystans pokonany w 2020 w rozdzieleniu na aktywności

Różne aktywności z podziałem na czas jaki im poświęciłem [minuty]

Ilość różnych aktywności w poszczególnych miesiącach

Tutaj ładnie widać sezonowość aktywności, zimą narty, latem rower a jesienią spacery. Te inne w sierpniu to rejs statkiem wycieczkowym po Bydgoszczy i rowerem wodnym po jeziorku. Jakoś chciałem to zapisać bo zawsze można wyciągnąć gpxa i podpiąć współrzędne GPS do zdjęć.

Seriale 2020

Zgodnie z obietnicą będzie osobny wpis o serialach w 2020. Trochę się tego nazbierało więc wydzieliłem to do osobnego tekstu.

Pierwszym obejrzanym tytułem w roku była Dracula Gatissa i Moffata i naprawdę podobał mi się. Ciekawe podejście, szczególnie dwa pierwsze odcinki. Trzeci z przeniesieniem Draculi do czasów współczesnych, tu już coś lekko zgrzytało. Dracula bardzo dobrze zagrany, siostra Agatha van Hellsing także, naprawdę fajna wersja draculi.

Było kilka tytułów z kolejnymi seriami, np. Magnum P.I. czyli reboot klasyki z Selleckiem. Oryginał to nie był wymagający tytuł, reboot jest jeszcze lżejszy i bardziej na luzie. Ładne widoki, szybkie samochody i fabuła niewymagająca wielkiego wysiłku umysłowego.

Potem Young Sheldon, czyli młode lata Sheldona z Big Bang Theory. Klimat zupełnie odmienny niż w TBBT, jak tam było o nerdach dla nerdów tak tutaj mamy całą rodzinę Sheldona w Teksasie czyli stanie znacznie bardziej konserwatywnym a i sam Sheldon jako dziecko jest odmienny i miejscami milszy od swojego dorosłego odpowiednika. Więc dostajemy lekki i przyjemny sitcom obyczajowo-komediowy. Bez całego dodatku nerdowskiego z TBBT.

Druga seria to Rookie z Nathanem Fillionem jako rekrutem policyjnym, który wstępuje do Policji znacznie później niż inni. Jak w pierwszym sezonie serial szukał trochę swojej drogi i pierwsze odcinki były takie sobie, tak od długiej połowy pierwszego sezonu serial znalazł sobie jakąś niszę i lekko podniósł poziom. To nadal nie jest najlepszy serial roku ale całkiem przyjemnie się ogląda, postacie nie są zbyt drewniane a scenarzyści mają pomysły które jeszcze nie są żenujące, a w każdym razie niezbyt. Zobaczymy jak się obroni 3 sezon, niestety mam lekkie obawy z tym związane. Sezon 2 zakończył się bowiem cliffhangerem i to takim wywracającym serial do góry nogami. No zobaczymy.

W wakacje widziałem także dwa seriale które są do siebie dość podobne tematycznie więc będzie opis podwójny. Chodzi mi o Avenue 5 z Hugh Laurie jako kapitanem wycieczkowego statku kosmicznego, oraz Space Force ze Stevem Carellem jako szefem nowo powołanych sił kosmicznych i Johnem Malkovichem jako szefem działu badań. Więc obydwa seriale mają w tle kosmos, tu statek kosmiczny, tu kosmiczne siły zbrojne, obydwa seriale są komediowe oraz obydwa seriale są zbudowane mocno na postaciach granych przez gwiazdy w nim występujące czyli na Lauriem i Carellu. Tyle na temat podobieństw. Avenue 5 to jest niewykorzystana szansa na niezły serial, jak na komediowy jest po prostu mało śmieszny. Potencjał był spory ale nie wyszło, serial miejscami jest wręcz żenujący. Szczególnie postacie szefowej stacji naziemnej czy właściciela statku są po prostu złe, nawet rola Lauriego go nie ratuje. Natomiast Space Force jest jednak lepszy, role Carella czy Malkovicha już są niezłe ale i cała reszta trzyma poziom. To jest serial komediowy i jest zabawny, są pomysły na kolejne odcinki. Nie jest to serial dużo lepszy ale z tej dwójki jednak ciekawszy. Co ciekawe obydwa seriale dostaną drugi sezon.

Kolejny był Mandalorian, i tutaj przyznam że to był naprawdę niezły serial. Odcinki są od siebie różne, każdy jest trochę inny ale na całej długości serial trzyma poziom. Nie ma wrażenia że akcja leci bez oglądania się do tyłu. Jest czas na rozwinięcie, jest sporo smaczków, jest humor. No naprawdę podobał mi się. Zobaczymy jaki będzie drugi sezon bo to jeszcze przede mną.

Następny zupełnie z innej strony to była Miss Scarlet and the Duke, czyli serial kryminalny o Pani detektyw działającej w połowie XIX wieku w Londynie. Tak to nie jest serial trzymający się ściśle faktów historycznych ale raczej luźno osadzony w historii lekki serial z ładnymi kostiumami i fajnym akcentem Mosesa. Ogląda się całkiem przyjemnie.

Kolejny serial detektywistyczny to był Stumptown, czyli serial też o pani detektyw ale tym razem w czasach współczesnych w USA, była weteranka zostaje detektywem i naprawdę ma do tego smykałkę. Niestety poza tym to nie jest modelowa obywatelka i ma sporo innych problemów oraz pewien talent do wpadania w kłopoty. Ogląda się całkiem fajnie, aktorzy i scenariusz nie jest złe. Można polecić.

Jak już jesteśmy przy serialach z Paniami detektyw to był jeszcze jeden czyli Private Eyes, na polski przetłumaczono to jako Detektywi do pary. Znowu Pani detektyw przez zbieg okoliczności, no bo jakże inaczej, pomaga w rozwikłaniu pewnej sprawy były gracz hokejowy. Tak się to mu spodobało że postanawia zostać prywatnym detektywem, oczywiście jako wspólnik pięknej Pani detektyw. Przypomina mi miejscami Castla, też mamy Panią detektyw i przystojnego, pewnego siebie outsidera który całkiem sprawnie rozwiązuje kolejne sprawy. Czasami pomagają znajomości, czasami przebojowość a czasami niesztampowe myślenie. Przyjemny lekki serial z fajnymi zdjęciami Kanadyjskiego miasta i dalekim echem Remingtona Steela.

Był jeszcze jeden serial umiejscowiony w świecie Star Treka czyli Star Trek Picard. No i ten serial jest taki nie do końca w klimacie Star Treka, jest inny. Wcale nie znaczy że gorszy, powiedziałbym nawet że ciekawszy, jest zaskakujący. Nie jest taki sztampowy jak niektóre serie Star-Treka. W każdym razie podobał mi się bardziej niż 2 sezon Star Trek Discovery.

Na koniec zostawiłem dwa seriale które sobie przypomniałem w całości. Pierwszy był MASH. Jasne widziałem pojedyncze odcinki, telewizji MASH się pojawiał całkiem często ale jak się okazało wielu odcinków nie widziałem. No i po przemieleniu wszystkich 11 sezonów na świeżo przyznam że to jest nadal bardzo dobry serial. Mimo swoich lat na karku (kręcili go w latach 72-83) ten serial zestarzał się naprawdę dobrze. Dużo nowszych seriali już po kilku latach staje się ciężkie w odbiorze a tutaj tego nie ma. Nadal bawi, miejscami skłania do myślenia i nadal po tylu latach świetnie się broni.

Drugi serial już był znacznie nowszy bo The Big Bang Theory, finał miał naprawdę niedawno. Też sitcom, też bardzo długi bo 12 sezonów i też całkiem fajne. Jednak to jest zupełnie inny klimat, lżejsze, bardziej nerdowskie, bardziej osadzone w aktualnej popkulturze do której jest dużo odwołań. Fragmenty nadal bawią i niektóre żarty jednak robią się coraz zabawniejsze w miarę powtarzania.

Pod koniec roku zacząłem też kolejny serial, czyli Mentalist. Nie widziałem go wcześniej a to taki bardzo przyjemny serialik. O byłym oszuście który po pewnym osobistym i traumatycznym przeżyciu pomaga policji w łapaniu morderców. Przypomina mi kiedyś oglądany Lie to me z Timem Rothem, ale w Lie to me było więcej wyjaśnień, w Mentaliście tego nie ma. Jest geniusz który czyta w ludziach jak w otwartej książce, praktycznie się nie myli, ma gigantyczne ego i nie zwraca uwagi na konwenanse społeczne. Ogląda się fajnie ale Lie to me robiło bardziej realistyczne wrażenie a postacie były głębsze.

Podsumowanie 2020

Dawno nie było żadnego wpisu to może kontynuując pewnego rodzaju tradycję podsumowanie roku. To był dziwny rok. To chyba nie jest niespodzianką że od tego zacznę. Początek roku nie zapowiadał wywrócenia wielu dziedzin życia do góry nogami. Rok zaczął się całkiem normalnie, jakieś pojedyncze wyjazdy na narty w okolicy, zorganizowany bieg na 10km (parkowe hercklekoty, o bieganiu będzie więcej w osobnym wpisie) i w drugiej połowie lutego wyjazd na narty do Włoch. Taaa z perspektywy czasu to był bardzo ciekawy pomysł. Uprzedzając pytania, na początku lutego wirus był w Chinach i wydawał się bardzo odległy. W Europie przypadków było niewiele a ja podróżowałem samochodem do wiochy gdzie mieszka 316 ludzi. Przypomnę że na stoku ludzie i tak utrzymują dystans, mają rękawiczki, gogle a spora część maski czyli pełne wyposażenie do którego przyzwyczailiśmy się w kolejnych miesiącach. Po powrocie natomiast się okazało że pracuję zdalnie, do czego nie miałem nawet czasu się przygotować. I od tego czasu z małymi przerwami zaczęła się ta dziwna rzeczywistość z którą mieliśmy do czynienia przez resztę roku. Co ciekawe poza wyjazdem na narty w lutym, potem był jeszcze wyjazd nad jeziorko w Polsce na początku sierpnia, oraz wyjazd do Włoch we wrześniu. Tyle wstępu teraz kolejne tematy które były poruszone także rok temu.

Po pierwsze książki, rok temu przeczytałem 25 książek a w tym roku 23. Jak i poprzednio jest strona z listą przeczytanych książek i krótkimi recenzjami. Zamierzeniem było przeczytanie 52 książek ale nie udało się. Czy mogło być więcej, jasne że tak ale nie jest źle. Co ciekawe poza trylogią Eddingsa „Dzieje Elenium” wszystko przeczytałem w ebookach. Nie ma obaw ebooków mam na długie lata, jeżeli nie podkręcę tempa czytania a wciąż wychodzą i kupuję nowe. Do tego dochodzą książki papierowe i naprawdę długa lista książek do przeczytania a i tak najczęściej kolejna przeczytana książka się na niej nie znajduję. W sumie z tym mam lekki zgryz, z decyzją jaką książkę przeczytać następną. Na stronie są przy opisach daty zakończenia więc dość wyraźnie widać że miewałem przerwy i to długie, liczone w miesiącach. Miewałem też okresy w których przeczytałem kilka książek jedna po drugiej. Będzie kontynuacja tematu, czyli też będzie strona z przeczytanymi w tym roku książkami.

Części druga to będą filmy i seriale. Filmów obejrzałem słownie sztuk jeden 30 grudnia Captain America: pierwsze starcie. Film całkiem przyjemny szczególnie pierwsza połowa. Na drugą jakby brakło pomysłu, akcje to takie teledyski. Tu zdecydowanie jest pole do poprawy. Poza filmami są jeszcze seriale, i tutaj jest zdecydowanie lepiej. Lockdown zdecydowanie zachęcał do oglądania a seriale były taką przyjemną i krótką ucieczką. O serialach też chyba będzie osobny wpis bo ich się nazbierało sporo. Tutaj były i kolejne serie, i początki nowych czy powroty do tytułów sprzed lat i sprawdzenie jak zniosły próbę czasu.

Jak rok temu pisałem do zestawu pod tv doszło PS4 i w ubiegłym roku kilka gier się udało ograć. Tytułem do którego nadal wracam chyba najczęściej jest Gran Turismo. Tak to bardziej zręcznościowe podejście bardziej niż symulacja ale kierownicy nie mam i chwilowo nie planuję a w GT nawet na padzie gra się bardzo przyjemnie. Poza tym sporo czasu spędziłem nad Diablo 3, i jak obawiałem się sterowania na padzie to okazało się że zupełnie niepotrzebnie. Gra się chyba wygodniej niż na klawiaturze, wszystko jest pod ręką i naprawdę fajnie to rozwiązali. Kolejne ograne tytuły to Call of duty WWII, Bardzo fajna strzelanka, nie za łatwa, nie za trudna, dużo frajdy dawało. Następnym tytułem było inne Call of duty, czyli Modern Warfare 2 w wersji remastered. Wpadło na PS plusie to pomyślałem że warto sprawdzić. No i część osadzona w czasach drugiej wojny światowej podobała mi się bardziej. Trochę trudne do wytłumaczenia dlaczego ale była lepiej zbalansowana. Też niezła ale po jednokrotnym przejściu już nie wracam a do WW2 nadal co jakis czas tak. Poza tym pograłem jeszcze w kilka innych gier , Monster Energy Supercross, Fall guys, Wipeout Omega Collection, Burnout Paradise remastered, Star Wars Battlefront, Super Stardust Ultra, Borderlands 2. Subskrypcja PS Plusa daje po pewnym czasie naprawdę spory wybór, oczywiście wymaga to dołożenia dysku zewnętrznego bo wbudowane dyski czy 500 czy 1000 to jest dobre na początek i zapycha się niesamowicie szybko.

Z innych tematów to blog w poprzednim roku leżał, w ciągu roku poza wpisami z podsumowaniem 2019 pojawił się słownie JEDEN nowy wpis. Kilka wpisów jest na etapie szkicu ale nie doczekało się publikacji. Może w końcu się doczekają :). Poza tym wkrótce będą dwa wpisy z podsumowaniami: serialowym i biegowym.

Factfullness

Na stronie Książki – 2020 powstaje lista książek przeczytanych w 2020 r. i jako jedna z pierwszych jest wspomniana w tytule Factfullness Hansa Roslinga. Podtytuł całkiem precyzyjnie mówi o czym jest sama książka czyli „Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą”. W książce na początku mamy krótki test wyboru na temat tego jak postrzegamy świat, czyli np. ile dziewcząt kończy szkołę podstawową, jaki procent dzieci w wieku 1 roku jest szczepionych na podstawowe choroby i tym podobne. Ogólne pytania jak postrzegamy Świat poza naszym najbliższym otoczeniem, jak postrzegamy Świat jako całość. No i można się całkiem mocno zdziwić. Test można też zrobić online, jest na stronie gapminder.org i zachęcam do jego zrobienia, pytania są proste i zajmie to kilka minut. Sama książka jest pogłębioną analizą dlaczego ludzie tak czarno widzą Świat i podaje kilka optymistycznych informacji które starają się walczyć z tym czarnowidztwem. Czyli np. sytuacja w europie w XX wieku bywała gorsza niż dzisiaj w niektórych krajach uznawanych przez nas za rozwijające się. Książkę zdecydowanie warto przeczytać aby trochę zmienić swój punkt widzenia na temat otaczającego nas Świata. Nie jest aż tak źle w większości przypadków a jedynie człowiek w sposób naturalny zwraca większą uwagę na wiadomości negatywne i katastrofalne.

Rok 2019

Pierwszy wpis był o bieganiu kolejny będzie o pozostałych tematach i może lekka weryfikacja tego co zamierzałem na 2019, co się udało a co nie. W planach było więcej biegania i jak widać po poprzednim wpisie to zamierzenie zostało spełnione. Drugim pomysłem na poprzedni rok było więcej czytać. Do tego zabrałem się z rozmachem bo w planach były 52 książki w ciągu roku. Stworzyłem stronę książki 2019 i traktując to jako dziennik połączony z brudnopisem wpisywałem tam przeczytane książki z krótkim opisem. Czyli o czym książka, czy polecam, ebook/papier no i data skończenia. Na koniec planowanych 52 książek w nie udało się przeczytać ale 25 jednak tak. W tym kilka (jak np. tomy Meekhanu) było naprawdę długich. Tak więc plan minimum zaliczony ale pole do poprawy jest. Zamierzenie na następny rok to przeczytać nie mniej a najlepiej więcej i jednak zbliżyć się do tych 52 książek. Strona z zapisem postępów na 2020 już jest.

Następnym pomysłem było zmniejszyć kupkę wstydu jeżeli chodzi o zaległości filmowe. No i tutaj poległem na całego. Nie zobaczyłem nawet jednego normalnego filmu. Jeden krótkometrażowy Szczurołap, którego przy okazji polecam, to nie jest nawet tragicznie. No więc jak się można domyślić w planach na 2020 jest więcej kina. Żeby nie było aż tak tragicznie w serialach jakiś  ruch jest. Nie będę opisywać tutaj tylko odeślę na mój profil filmwebowy. Najbardziej wyczekiwany był oczywiście Wiedźmin od netflixa. Nie było źle ale u nich też jest pole do poprawy. Nie rozumiem po co wprowadzono wątek Yennefer w Aretuzie. Po co to? No i co z tymi dialogami, Sapek naprawdę napisał je dobrze a w serialu ich praktycznie nie ma.

No a jak z wpisami na blogasku? Średnia to 1 wpis/miesiąc czyli pole do poprawy jest. Najwięcej jest wpisów, jakżeby inaczej, o bieganiu. Zdarzają się tez wpisy o wycieczkach ale brakuje innych tematów.

Z innych tematów w listopadzie doszło PS4 i ostatnio podszkalam się z GT 🙂 będzie też wiedźmin grany.

 

 

Rok 2019 – bieganie

To może krótkie podsumowanie roku, będzie w częściach bo poruszane będą różne tematy.

Dzisiaj bieganie. Tutaj było dobrze, powiedziałbym nawet że bardzo dobrze. Po tragicznie słabym początku (stycznia na obrazku poniżej nie ma bo i biegania w styczniu nie było), po lutym na liczniku było 5 km, później było już tylko lepiej. Głównym powodem poprawy były regularne treningi z trenerem na okolicznym stadionie lekkoatletycznym, które jak widać na załączonym powyżej obrazku zaczęły się w marcu. O tym co się wtedy wydarzyło już pisałem, ale nadal warto napisać że pozytywny bodziec zewnętrzny swoje daje. Potem kolejne 3 miesiące nie było źle ale i jakoś super też nie było. No i potem nastał lipiec czyli miesiąc z pierwszym półmaratonem. Pierwszy raz w miesiącu przekroczyłem 100km, tutaj to było 120. Dla porównania napiszę że w całym 2015 przebiegłem 148km. To robi różnice. Potem był sierpień i trochę odpoczynku po biegu a trochę lenistwo łamane przez odpoczynek. Wrzesień był całkiem intensywny ale nie biegowo a podczas urlopu próby biegania nie były szczególnie udane. Październik to miesiąc z drugim półmaratonem i znowu prawie 120km (119,9 jak podaje garmin). Listopad to była lekka tragedia ale ona ma swoje uzasadnienie. Głównie w problemach zdrowotnych, większość miesiąca byłem albo chory albo zaraz po chorobie i słaby albo prawie gdzieś jechałem czy były inne zajęcia.  Grudzień to już ciut lepiej mimo tego że miesiąc był intensywny, jak to bywa z reguły w grudniu. No i na koniec roku na liczniku pokazało 560km, mimo że nie na wszystkie treningi zabrałem zegarek, czy zabrałem zegarek z naładowaną baterią. To jest zdecydowanie największy kilometraż jaki przebiegłem w ciągu roku, w 2018 to było 350km a w poprzednich jeszcze mniej. Czyli podsumowując dwa przebiegnięte półmaratony, jeden runmageddon i ochota na więcej w następnym roku. Więcej oznacza kontynuację biegania na tym lub ciut lepszym poziomie a nie że w tym roku to już koniecznie 3 maratony. Na teraz maratonu nie planuję, myślę nad nim ale nie mam  żadnej presji żeby przebiec go w tym roku. Tutaj jedynym zamierzeniem jest połówka w czasie poniżej 2h na ten rok. Nad kolejnym runmageddonem też się zastanawiam i jeżeli będzie to nocny. Ten w Knurowie nie podobał mi się wcale. Z wielu powodów, które poruszyłem w tym wpisie.

 

Dortmund 2019 Weihnachtsstadt

Tym razem zawitałem do Dortmundu na Weihnachtstadt czyli duży jarmark świąteczny. Dlaczego akurat tam? Okazało się bowiem że z Pyrzowic czyli lotniska w okolicach Katowic jest sporo lotów do wspomnianego Dortmundu. Bo moim zdaniem 4 zestawy lotów, tam i z powrotem,  w ciągu dnia to jest dużo. Przy takiej ilości lotów są szanse na tanie bilety oraz można zrobić typową jednodniówkę. Wylot wcześnie rano, w moim przypadku 6:45-8:20 a lot powrotny w godzinach 20:00-21:45. Lotnisko w Dortmundzie jest blisko miasta więc i jest krótki. Niestety wylot 6:45 oznacza że na lotnisko trzeba być tak w okolicach 5, jeszcze dojazd i szybkie ogarnięcie się i mamy pobudkę o 4. To boli! No ale za to mamy cały dzień w mieście leżącym ponad 900km od Katowic w cenie poniżej 100 zł za bilety w obydwie strony.

Sam Dortmund nie jest szczególnie ciekawy jako miasto. Najważniejsze miejsca do zobaczenia związane z piłką to stadion Borusii Dortmund oraz muzeum Piłki. Poza tym mamy jeszcze Dortmunder U czyli Centrum Sztuki i Kreatywności, muzeum przemysłowe czy Westfalenpark. Z Dortmundera U jest niezły widok na miasto, są wystawy więc warto odwiedzić. Stadion czy muzeum jak ktoś jest fanem piłki też warto odwiedzić. No i z atrakcji to by było na tyle. Poza tym centra handlowe i dużo sklepów w centrum. No ale głównym celem mojej wycieczki był jarmark świąteczny czy jak to tam zwią Weihnachtsstadt Dortmund. No i tutaj zdecydowanie było warto. Po pierwsze bardzo duża choinka (45m), wszystkie budki ładnie przystrojone i oświetlone. Jarmark jest rozrzucony po kilku placach i ulicach w centrum. Dzięki temu mimo że jest duży to poruszanie się po nim jest łatwe. Nie trzeba odwiedzić wszystkich części bo większość stoisk się powtarza. Najważniejsze to grzane wino podawane w kubkach przygotowanych specjalnie na ten jarmark. Poza tym pierniki, owoce zalewane czekoladą, prażone bakalie i sporo innych. Niemieckie jarmarki mają lepszy klimat niż te na których byłem w Polsce. Ciężko to wytłumaczyć ale większość polskich jarmarków to w dużej części tandeta. Więc jak będziesz miał okazję wybrać się do większego miasta niemieckiego w okolicach końca listopada/grudnia to polecam.

Zdjęcia tam gdzie zwykle czyli na albumie w G Photos.

Mediolan 2019

Tym razem będzie o wycieczce do Mediolanu, który udało się zorganizować pod koniec listopada 2019 (22-24 XI). Dlaczego tam? Poza odpowiedzią „A dlaczego by nie?” jest kilka nawet sensownych argumentów. Po pierwsze to dlatego że można, do Bergamo jest sporo lotów w dobrych cenach. Po drugie, głównym celem był mecz AC Milan – FC Napoli, w których to drużynach mamy kilka znajomych twarzy, jest Piątek, jest Zieliński, jest Milik. Nie jestem wielkim fanem prawie tych drużyn ale nie odmówię jak ktoś zaproponuje mi zobaczyć mecz na żywo takich drużyn. Przy okazji jako cel poboczny była wystawa z Muzeum Gugenheima w Nowym Yorku. To kolekcja Thannhausera „Od Van Goga do Picassa” a to są nazwiska które nawet mi coś mówią (wystawa trwa do 1 marca 2020 więc jeszcze można się załapać) . No i wreszcie to jest Mediolan, Włochy, dla mnie to zawsze dobry kierunek wycieczki.

Wyjazd był 3 dniowy w układzie piątek-niedziela, pogoda niestety była z tych średnich bo przez cały weekend mniej lub bardziej padał deszcz. Pierwszy dzień był na dojazd i aklimatyzację, czyli między innymi Pizzę 🙂

Tutaj pozwolę sobie na krótkie marudzenie bo dla mnie to jednak dziwne że znakomita większość lokali w godzinach 15-19 jest zamknięta. Naprawdę nie było łatwo znaleźć coś otwarte po 15, taka była godzina przylotu, a po podróży jednak coś by człowiek zjadł.

Drugi dzień pobytu to główne cele wycieczki, czyli najpierw Palazzo Reale a w nim kolekcja Thukhausera. Kolejka jak na taką wystawę niedługa a sama kolekcja po prostu imponująca. Były prace takich sław jak Paul Cezanne, Pierre-Auguste Renoir, Edgar Degas, Paul Gauguin, Edouard Manet, Claude Monet, Vincent Van Gogh i jako wisienka 13 prac Pablo Picasso. Na zachętę może Homar i kot Picassa:

Potem szybkie przejście po Castello Sforzesco, miała być wystawa na 500 lecie śmierci Leonarda ale dość ta była dość skromna. Sam zamek wielki i byłoby co oglądać ale terminarz był napięty. Po południu był główny punkt programu czyli mecz. Miejsce było całkiem niezłe, widoczność dobra a drobny deszcz padał tylko na piłkarzy, trybuny są pod dachem.

Sam mecz, zakończył się na 1:1 więc dla AC Milan to był niezły wynik. Chociaż przy tak słabo grającym Napoli mieli szanse na 3 punkty. Niewielkie bo ataki Milanu były słabe a dośrodkowań nie było praktycznie wcale. Piątek przy zmianie został wygwizdany i nie wróży to dobrze jego pobytowi w tym klubie, ale tutaj jednak trochę go będę bronił. Cały zespół grał bardzo niefrasobliwie. Mecz niby ciekawy ale błędów i to z obu stron było sporo. Akcje częściej rozwijały się przez błędy w rozegraniu drużyny przeciwnej niż przez jakieś wspaniałe akcje. Jest pole do poprawy w obydwu przypadkach.

Ostatni dzień to już lekki relaks, wizyta na placu Duomo, galeria Vittorio Emanuele II i okolice czyli między innymi wizyta w sklepie fanowskim Ferrari. Pokibicowałem trochę na odbywającym się tam półmaratonie. Potem jeszcze kawa obok La Scali i trzeba się było zbierać  na lotnisko.

Więcej zdjęć jest na albumie w GPhotos.

Święto pary

W niedawny weekend czyli 28 września wybrałem się do Tarnowskich Gór na Święto Pary. Czym jest to Święto Pary? Idea imprezy polega na pokazaniu maszyn parowych ale sprawnych. We współpracy z Stowarzyszeniem Górnośląskich Kolei Wąskotorowych były kursy z Bytomia pociągami z parowozami. Na otwarcie była parada maszyn parowych później można było zobaczyć te maszyny z bliska.Walec parowy

Była mała kolejka jeżdżąca po terenie zabytkowej kopalni srebra, raczej dla dzieci.Kolejka z parową ciufcią

Było kilka warsztatów, także raczej dla dzieci. Była scena i występy zespołów muzycznych i to było nie tylko dla dzieci :). Było też kilku przebranych w stroje steampunkowe.

Troje osób przebranych w stroje steampunkowe. Jak widać po opisach atrakcji dzieci miały najwięcej frajdy ale i pełnoletni mający w sobie odrobinę dziecka byli usatysfakcjonowani. Bardzo fajna sprawa, polecam. Więcej zdjęć w albumie na G Photos. Przy okazji udało się zwiedzić zabytkową kopalnię srebra i też bardzo fajna wycieczka, szczególnie przepłynięcie sztolnią. Zdjęć nie ma bo ciemno było i wyszły tak średnio.

Półmaraton Gliwicki 2019

Wpis powstaje przed startem, później zostanie uzupełniony o wrażenia z biegu. No więc po pierwsze tak startuje w drugim półmaratonie, tym razem Gliwice. Termin to 26 października, start o 10. Jak forma? Ciężko powiedzieć, wydaje mi się że porównywalna do tej z poprzedniego biegu. W październiku przebiegłem mniejszy dystans niż w lipcu, (120 do 81 na 24.X) ale po pierwsze dojdzie sam półmaraton więc do 100 na pewno dobiję. Po urlopie, na którym nie za bardzo było gdzie biegać motywacja była i konsekwentnie chodziłem na trening. Od 25 września co tydzień trening biegowy, od 30 dołożyłem drugi bardziej ogólnorozwojowy (biegam bo lubię) więc treningu trochę jest. Samego biegania jest trochę mniej ale w lipcu był tylko jeden bieg ponad 12km, w październiku były aż dwa!

Tym razem jest też więcej optymizmu, już wiem że jestem w stanie przebiec taki dystans. Czas 2:07 nie był tragiczny ale taki do pobicia następnym razem. Jako że to będzie właśnie następny raz więc i w planach jest poprawa. Nieśmiało celuję w czas poniżej 2h ale urwanie kilku minut też mnie ucieszy. To ma być bieganie dla frajdy, dla lepszego samopoczucie i zdrowia. Start jest rano o 10 więc jasno prognoza mówi o temp 12-14 stopni bezchmurnym niebie czyli bardzo fajna, trasa z tego co widziałem bardziej płaska niż w Rudzie Śląskiej. W Rudzie start był wieczorem po mocnej ulewie więc wilgotność była wysoka. Startuje także antek z #wtw, startuje jedna znajoma z treningów środowych, w towarzystwie trochę lepiej się biega. Wszystko to mówi że szanse na poprawę wyniku są.