2019

To tym razem będzie coś o może nie planach a zamierzeniach na ten rok. No więc po pierwsze w planach jest więcej biegania, w każdym razie zdecydowanie więcej niż w ostatnim kwartale 2018 r. Może jakiś bieg się uda pobiec, jeżeli nie runmaggedon to jednak coś zorganizowanego i może nie tylko parkrun.

Po drugie z trochę innej beczki więcej czytać. Plan obejmuje 52 książki w ciągu roku i na razie nie ma źle bo po 3 tygodniach mam 3 tytuły na koncie z czego dwa całkiem grube. Jest też  strona z postępem i krótkim opisem co to za książka i czy polecam czy może jednak nie.

Kolejny pomysł to więcej kina. Trochę zmniejszyć kolejkę filmów do obejrzenia i z tych klasycznych i z tych nowszych. Niekoniecznie w kinie, niekoniecznie odfajkować top 100 imdb czy filmwebu ale jednak coś w temacie zrobić. Bo jak seriali trochę przerabiam to z filmami jest słabo, żeby nie powiedzieć wręcz tragicznie. Wynik za cały rok jednocyfrowy to mówi samo za siebie.

No i wypadałoby jednak trochę częściej coś naskrobać na blogasku. Tutaj znowu jest stabilizacja na bardzo niskim poziomie czyli wpisy pojawiają się dość sporadycznie i w niewielkich ilościach. Więc przy okazji podziękowania dla wszystkich jeszcze tu zaglądających, to miłe 🙂

Star Trek Discovery i Orville

Wpis będzie o dwóch serialach bo są do siebie bardzo podobne.

Star Trek Discovery to serial chronologicznie umieszczony przed oryginalną serią i jak mogę ocenić po kilku pierwszych odcinkach będący zamkniętą całością. Wyjątkiem jest odcinek  7 który prezentuje wątek poboczny ale przedstawiający sytuację na koniec 6. Seria jest nastawiona mocno na akcję i widać dość wysoki budżet. Na razie zdecydowanie najlepszy był odcinek 7 ale reszta też trzyma niezły poziom. Nie byłem nigdy wielkim fanem Star Treka ale ta seria może się podobać. Jest sporo akcji, wyraziste postacie a odcinki są dość różnorodne.

Drugi serial to Orville czyli jak można wnioskować po pierwszym odcinku parodia Star Treka. Pierwszy odcinek to była parodia niskich lotów, w następnych odcinkach poziom się znacząco podniósł. Tutaj nawiązanie do starych seriali trekkowskich aż bije po oczach. Każdy odcinek to zamknięta osobna historia chociaż oczywiście pojawiające się informacje mają znaczenie i w kolejnych. Utrzymywany jest styl komediowy ale jak pierwszy odcinek to była parodia niezbyt wysokich lotów to w kolejnych odcinkach poruszane tematy są już znacznie poważniejsze. Przy czym nie zawsze odpowiedzi są takie jakich można by doszukiwać się w amerykańskim serialu. Na tym statku nie ma w odróżnieniu od Star Trek Discovery samych geniuszy i Rambo w jednym. Znacznie lżejsze niż Star Trek ale całkiem przyjemna seria. Też można polecić.

Defenders

Kolejny serial ze świata Marvela wyprodukowany przez Netflixa. W tej serii mamy bohaterów których poznaliśmy w poprzednich serialach, czyli Daredevila, Jessicę Jones, Luka Cage i Iron Fista więc w sumie wiemy czego się spodziewać? No właśnie jak widziałeś poprzednie serie to na początku tej będziesz się trochę nudzić. Za dużo powtórzeń z poprzednich serii, za długie wprowadzenia i przez pierwsze dwa odcinki mamy sporo czasami zbędnych powtórzeń, potem jest trochę lepiej. No i jak z poprzednich serii tak sobie podobała mi się Jessica Jones to w obrońcach jej rola jest zdecydowanie najciekawsza a jej wypowiedzi mają sporo humoru. Pozostała trójka jest zbyt przewidywalna. Luke i Dardevil są bardzo przewidywalni a to jest jeden z gorszych zarzutów jakie można mieć. Serial  ma niestety dłużyzny,  w jednym z odcinków większość czasu zajmują rozmowy wszystkich bohaterów ze swoim wsparciem: nuuudy. To może jeszcze coś o tych złych i tutaj też wiele dobrego nie mogę powiedzieć. Alexandra (Sigourney Weaver) to miała być wielka postać a wyszło tak sobie, reszta złych też słabo no Sowande miał niewielką rolę ale coś z tego było a i rola Bakuto była spójna. Czyli ogólnie serial niezły ale szału nie ma, mogło być lepiej. Jednak spotkanie tych wszystkich postaci daje coś więcej pomimo tych wszystkich wad, ogląda się fajnie, sceny walk są dopracowane szczególnie ta z wieżowca w której widać współpracę pomiędzy bohaterami. Może następna seria wyjdzie lepiej 🙂

Luke Cage

Luke Cage to kolejny serial z uniwersum Marvela po Daredevilu i Jessice Jones który zobaczyłem, więc ciężko uniknąć porównań pomiędzy nimi. I jest podobny ale jednak inny. Bo świat niby ten sam, ale różne dzielnice Nowego Jorku  mają swoją specyfikę a i bohaterzy są odmienni. Luke Cage ma ciemną przeszłość, ukrywa się, na początku nie chce się w nic angażować. Wykonuje proste prace odzywa się rzadko i nie wchodzi innym w drogę. Sytuacja w pewnym miejscu jednak zmusza go do zmiany podejścia i wtedy podnosi głowę i z subtelnością czołgu wkracza do akcji. Jest więcej akcji niż w innych seriach, mniej rozterek etycznych niż w Daredevilu czy Jessice Jones. Serial jest prostolinijny, nie ma tylu niuansów i wątpliwości. Ma swój klimat i ma muzykę. W tamtych serialach nie było powodu żeby wspominać muzykę tutaj jest, jest świetna i buduje klimat. Postacie są prostsze, ich motywacje bardziej oczywiste a pytania częściej sprowadzają się częściej do tego „jak to zrobić” a nie „co mam zrobić”. Nie jest to kino wybitne ale porządny serial rozrywkowy.

Dirk Gently’s Holistic Detective Agency

Dzisiaj będzie o serialu bazującym na książce Douglasa Adamsa pod tym samym tytułem. To koporodukcja BBC America i Netflixa więc mamy trochę rozwodnione kino brytyjskie. No i jak przy Grand Tour wyszło tak średnio to tutaj proporcje są zdecydowanie lepsze. Serial jest pokopany ale dziwnie wciągający, przy czym pierwsza seria ma tylko 8 odcinków więc wchodzi bardzo szybko. Dość trudno ten serial opisać, jest trochę brytyjski ale nie do końca. Niektóre postacie są dziwne a inne zastanawiająco normalne (chociaż tych normalniejszych jest zdecydowanie mniej). No ale może jednak spróbuję, więc serial opowiada historię holistycznego detektywa Dirka Gently (niespodzianka) i jego trochę przypadkowego asystenta/przyjaciela Todda. Starają się wyjaśnić bardzo dziwną sprawę śmierci Patricka Springa i przy okazji odnaleźć jego córkę (to bardziej Farah). Przy okazji mamy holistyczną zabójczynię i w pewien sposób porwanego przez nią hackera, dziwnych policjantów, agentów FBI, tajnych agentów z których jeden to wybitny idiota i spora ekipa niewiadomoczydokońcaczyzłych ale baaardzo dziwnych indywiduów. Serio jest zwariowany, miejscami nawet bardzo ale jest w miarę lekki, przyjemnie się go ogląda i jest się ciekawym co będzie dalej. Moim zdaniem warto a i będzie druga seria.Poniżej trailer:

Belfer

Niedawno obejrzałem Belfra i jestem pod wrażeniem. Nie jestem wielkim fanem polskiego kina czy seriali, ale czasami trafi się perełka i ten serial mogę do takich perełek zaliczyć.

To jest serial kryminalny, w którym tytułowy Belfer (Maciej Stuhr) przyjeżdża do małego miasteczka aby wyjaśnić śmierć nastolatki. Dlaczego właściwie przyjechał, co się stało tego wieczora kto w tym brał udział i jakie były motywy tego wszystkiego dowiadujemy się w kolejnych odcinkach. Są zwroty akcji, także poprzez odkrywanie sekretów głównych postaci. No i jak na takie małe miasteczko tych sekretów jest naprawdę wiele. Jest grupa trzymająca władzę, są miejscowi gangsterzy jest szkoła która też bywa niezłym bagnem Niektóre zwroty akcji są bardziej prawdopodobne, inne mniej ale serial do ostatniego odcinka zaskakuje.Czyli zagadka jest ciekawa,  aktorstwo też nie jest złe, dialogi czyli coś z czym w polskim kinie bywają duże problemy tutaj jest na niezłym poziomie. Jedna rzecz do której muszę  się przyczepić to dźwięk. Czasami wypowiedzi są tak niewyraźne że nie da się ich zrozumieć. Trochę sztucznie wychodzi żonglowanie postaciami, jakby scenarzyści nie mogli ogarnąć więcej niż kilka na raz. Postać która przez pierwsze odcinki wydaje się pierwszoplanowa później zostaje odstawiona na drugi tor a inna zaczyna się pojawiać znacznie częściej.

Ale na koniec serial jest ciekawy, jest dobrze zagrany, zaskakuje i po prostu wciąga. Mogę z czystym sumieniem polecić.

The Grand Tour

Na początek informacja że wpis powstaje po zobaczeniu pierwszych czterech odcinków i postaram się żeby zbyt wielu spoilerów nie było. Byłem fanem Top Gear bo to był bardzo przyjemny program rozrywkowy z tłem w postaci motoryzacji. Szczególnie podobały mi się odcinki specjalne czy te w których wybierali się na dalekie wyprawy, w nich przynajmniej nie udawali że to jest program motoryzacyjny. Więc z pewną niecierpliwością oczekiwałem powrotu tej trójki w The Grant Tour. Pierwszy odcinek miał imponującą  czołówkę ale później już było gorzej, większość programu wypełnił test 3 samochodów na torze. I jak samochody były ciekawe to już sam test tak sobie, tym bardziej że niedużo wcześniej widziałem na BBC test tych samych samochodów na tym samym torze w programie Chrissa Harrisa. Do tego trójka prowadzących nie radzi sobie najlepiej z testami gdzie wypadałoby przejechać kilka okrążeń toru na czas, więc wyręczyli się byłym kierowcą F1. Sam program jest bardzo podobny do Top Gear, ale jest zrobiony w innym stylu bardziej po amerykańsku. Większy, dłuższy, droższy, bardziej dosłowny, mniej zabawny. Powtórzenie jednego dowcipu kilka razy nie spowoduje że będzie śmieszniejszy, powiedzenie czegoś dosłownie zamiast niedopowiedzenia także. Pierwszy odcinek nie zachwycił no ale zobaczmy może w drugim będzie lepiej.

W drugim odcinku naszą sympatyczną trójkę wypuścili na poligon i mieli tam do wykonania misję. Spora część odcinka wyglądała jakby słaby gracz grał w FPSa i nie był w stanie przejść misji do końca, znowu powtarzanie tego samego dziesiąty raz nie spowoduje że to będzie to śmieszniejsze. Drugi odcinek też słaby, może trzeci?

Trzeci był już ciekawszy, może dlatego że jeszcze bardziej przypominał oryginalny Top Gear, mamy motyw przewodni odcinka czyli w tym przypadku wycieczkę po kilku włoskich miastach trzema samochodami. No i powiedzmy sobie szczerze że miasta Toskanii na ekranie wyglądają super, dobór samochodów już lekko dziwił. Mamy parę ciekawostek, wątki poboczne i dostajemy coś co ogląda się z przyjemnością.

Czwarty też mi się podobał i znowu było to spowodowane dużym podobieństwem do Top Gear. Głównym tematem odcinka był udział trójki w wyścigu ekologicznym samochodami które miały być no ekologiczne. O ile znamy Clarksona to wiemy jak mało realistyczne to jest. Po tym odcinku już wiadomo dlaczego samochodów nie buduje się z cegieł czy gliny. Rozkręcili się już po 2 odcinkach, ale wrażenie że ogląda się Top Gear tylko w minimalnie innym wydaniu jest mocne. Robią nadal to samo co robili wcześniej, pod innym szyldem w delikatnie zmienionym stylu. Jak byłeś fanem Top Gear to i The Grand Tour polubisz bo to jest praktycznie to samo. Od niedawna można wykupić dostęp do serialu także w Polsce. Na deser trailer odcinka 5: