Rok 2019 – bieganie

To może krótkie podsumowanie roku, będzie w częściach bo poruszane będą różne tematy.

Dzisiaj bieganie. Tutaj było dobrze, powiedziałbym nawet że bardzo dobrze. Po tragicznie słabym początku (stycznia na obrazku poniżej nie ma bo i biegania w styczniu nie było), po lutym na liczniku było 5 km, później było już tylko lepiej. Głównym powodem poprawy były regularne treningi z trenerem na okolicznym stadionie lekkoatletycznym, które jak widać na załączonym powyżej obrazku zaczęły się w marcu. O tym co się wtedy wydarzyło już pisałem, ale nadal warto napisać że pozytywny bodziec zewnętrzny swoje daje. Potem kolejne 3 miesiące nie było źle ale i jakoś super też nie było. No i potem nastał lipiec czyli miesiąc z pierwszym półmaratonem. Pierwszy raz w miesiącu przekroczyłem 100km, tutaj to było 120. Dla porównania napiszę że w całym 2015 przebiegłem 148km. To robi różnice. Potem był sierpień i trochę odpoczynku po biegu a trochę lenistwo łamane przez odpoczynek. Wrzesień był całkiem intensywny ale nie biegowo a podczas urlopu próby biegania nie były szczególnie udane. Październik to miesiąc z drugim półmaratonem i znowu prawie 120km (119,9 jak podaje garmin). Listopad to była lekka tragedia ale ona ma swoje uzasadnienie. Głównie w problemach zdrowotnych, większość miesiąca byłem albo chory albo zaraz po chorobie i słaby albo prawie gdzieś jechałem czy były inne zajęcia.  Grudzień to już ciut lepiej mimo tego że miesiąc był intensywny, jak to bywa z reguły w grudniu. No i na koniec roku na liczniku pokazało 560km, mimo że nie na wszystkie treningi zabrałem zegarek, czy zabrałem zegarek z naładowaną baterią. To jest zdecydowanie największy kilometraż jaki przebiegłem w ciągu roku, w 2018 to było 350km a w poprzednich jeszcze mniej. Czyli podsumowując dwa przebiegnięte półmaratony, jeden runmageddon i ochota na więcej w następnym roku. Więcej oznacza kontynuację biegania na tym lub ciut lepszym poziomie a nie że w tym roku to już koniecznie 3 maratony. Na teraz maratonu nie planuję, myślę nad nim ale nie mam  żadnej presji żeby przebiec go w tym roku. Tutaj jedynym zamierzeniem jest połówka w czasie poniżej 2h na ten rok. Nad kolejnym runmageddonem też się zastanawiam i jeżeli będzie to nocny. Ten w Knurowie nie podobał mi się wcale. Z wielu powodów, które poruszyłem w tym wpisie.

 

Święto pary

W niedawny weekend czyli 28 września wybrałem się do Tarnowskich Gór na Święto Pary. Czym jest to Święto Pary? Idea imprezy polega na pokazaniu maszyn parowych ale sprawnych. We współpracy z Stowarzyszeniem Górnośląskich Kolei Wąskotorowych były kursy z Bytomia pociągami z parowozami. Na otwarcie była parada maszyn parowych później można było zobaczyć te maszyny z bliska.Walec parowy

Była mała kolejka jeżdżąca po terenie zabytkowej kopalni srebra, raczej dla dzieci.Kolejka z parową ciufcią

Było kilka warsztatów, także raczej dla dzieci. Była scena i występy zespołów muzycznych i to było nie tylko dla dzieci :). Było też kilku przebranych w stroje steampunkowe.

Troje osób przebranych w stroje steampunkowe. Jak widać po opisach atrakcji dzieci miały najwięcej frajdy ale i pełnoletni mający w sobie odrobinę dziecka byli usatysfakcjonowani. Bardzo fajna sprawa, polecam. Więcej zdjęć w albumie na G Photos. Przy okazji udało się zwiedzić zabytkową kopalnię srebra i też bardzo fajna wycieczka, szczególnie przepłynięcie sztolnią. Zdjęć nie ma bo ciemno było i wyszły tak średnio.

Półmaraton Gliwicki 2019

Wpis powstaje przed startem, później zostanie uzupełniony o wrażenia z biegu. No więc po pierwsze tak startuje w drugim półmaratonie, tym razem Gliwice. Termin to 26 października, start o 10. Jak forma? Ciężko powiedzieć, wydaje mi się że porównywalna do tej z poprzedniego biegu. W październiku przebiegłem mniejszy dystans niż w lipcu, (120 do 81 na 24.X) ale po pierwsze dojdzie sam półmaraton więc do 100 na pewno dobiję. Po urlopie, na którym nie za bardzo było gdzie biegać motywacja była i konsekwentnie chodziłem na trening. Od 25 września co tydzień trening biegowy, od 30 dołożyłem drugi bardziej ogólnorozwojowy (biegam bo lubię) więc treningu trochę jest. Samego biegania jest trochę mniej ale w lipcu był tylko jeden bieg ponad 12km, w październiku były aż dwa!

Tym razem jest też więcej optymizmu, już wiem że jestem w stanie przebiec taki dystans. Czas 2:07 nie był tragiczny ale taki do pobicia następnym razem. Jako że to będzie właśnie następny raz więc i w planach jest poprawa. Nieśmiało celuję w czas poniżej 2h ale urwanie kilku minut też mnie ucieszy. To ma być bieganie dla frajdy, dla lepszego samopoczucie i zdrowia. Start jest rano o 10 więc jasno prognoza mówi o temp 12-14 stopni bezchmurnym niebie czyli bardzo fajna, trasa z tego co widziałem bardziej płaska niż w Rudzie Śląskiej. W Rudzie start był wieczorem po mocnej ulewie więc wilgotność była wysoka. Startuje także antek z #wtw, startuje jedna znajoma z treningów środowych, w towarzystwie trochę lepiej się biega. Wszystko to mówi że szanse na poprawę wyniku są.

Runmageddon 2019

W sobotę 31 sierpnia po raz drugi wystartowałem w runmageddonie, tym razem w ciągu dnia (nocnego nie było a szkoda) i udało się dobiec do mety. Czas, no tam nie do końca o czas chodzi ale był troche lepszy niż rok temu. Sam bieg nie zdobył mojego uznania. Jednak klimatu nocnego biegu nie da się tak łatwo pobić. Do tego w sobotę był tropik, trasa była mocno pokręcona. Było dużo podbiegów i zbiegów miejscami stromych a kilka bardzo fajnych przeszkód sprzed roku tym razem było nieobecnych. Najważniejszy brak to tyrolka, drugi wielki brak to zjazd po linie do wody, znacznie mniej było też wody na samej trasie. Czyli żadnego przejścia brzegiem jeziorka, czy rzeczką co przy sobotnich upałach bardzo by się przydało. Dodatkowo jedna z nielicznych wodnych przeszkód czyli zjazd po macie do wody podczas mojego biegu nie działał. Zepsuła się pompa i po 15-20 min oczekiwania na naprawę kazali nam biec dalej omijając przeszkodę. Z pozytywów to ukończyłem i trasa była dość urozmaicona a kilka przeszkód było dość pomysłowych. Widać że się rozwijają, serie od 7:40 w sobotę do 14 co 15 min w serii rekrut do tego w niedzielę od 7:40 do 10:30 w classic, poza tym seria 12h, kids, junior. No mają rozmach.

Jak można zauważyć po wpisie nocny podobał mi się znacznie bardziej i jeżeli kiedykolwiek pobiegnę następny raz to raczej będzie to nocny. Poza tym trzeba się zastanowić nad innym ubiorem bo jednak koszula i spodenki techniczne pod zwykły t-shirt i spodenki to daje lekką ochronę. Może jeszcze słowo o butach, moje adasie Kanadie 7 TR po raz kolejny zdały w pełni egzamin, jak na podbiegach inni się ślizgali to ja nie miałem najmniejszych problemów. Jedyny problem to z ich domyciem po biegu :). No i ręce, nadal mam za słabe na przeszkody wymagające podciągania się, szczególnie że najwięcej jest ich zawsze na końcu. Z plusów to jeszcze żadnych kontuzji, jedynie lekkie otarcia czy sińce no i ręce przez jakiś czas bolały i większość korpusu. Miało być jeszcze zdjęcie z mety ale niestety nadal na stronie nie ma więc jak się pojawi to dołożę. Teraz trzeba się przygotować na półmaraton w Gliwicach :).

Półmaraton Industrialny 2019

Będzie ciut dłuższy wpis ale gdyby komuś się nie chciało to rozpocznę od potwierdzenia że udało mi się przebiec Rudzki Półmaraton Industrialny.

Ostatni wpis dotyczył biegania w kwietniu (42,4km) i maju (44,3km) , w czerwcu było podobnie (38,8km), potem był lipiec na końcu którego miałem biec te 21km. Więc należało mocno zwiększyć dystans bo 40 km w miesiącu to zdecydowanie zbyt mało. No i w lipcu dystans poszedł w górę i to mocno. Pomijając półmaraton zrobiłem 100km z czego większość biegów miała ponad 10km a jeden bieg liczył ponad 20km. Niestety tylko jeden ale taki sobie postawiłem warunek, przynajmniej jeden bieg ponad 20km da mi pewność że przebiegnę dystans półmaratonu. Podczas przygotowań poprawiłem też swój najlepszy czas w Parkrunie (26:51). To był fajny bieg, dystans to 5km więc tempo wyniosło 5:22 min/km a maksymalne tętno przy finiszu to 202, tak wiem wysokie. W drugiej połowie lipca poza środowymi treningami zaliczyłem jeszcze kilka biegów w okolicach 12km, jeden ponad 20km i uznałem że jest sens startować.

Sam półmaraton zaczął się ciekawie bo przed bramą stadionu zorientowałem się że nie mam chipa do pomiaru czasu, więc musiałem się wrócić. Na szczęście miałem niedaleko i lekki zapas czasu więc zdążyłem. Potem start w lekkim tłoku i wylot ze stadionu na pierwsze okrążenie. Trasa to było 5 okrążeń z dwoma podbiegami i bieżnia stadionu na końcu. Podbiegi dość nieprzyjemne bo pierwszy bardziej stromy a drugi długi. Do kompletu mamy jeden zbieg, też całkiem strony i to wszystko powtarzamy 5 razy. Koszulka która była w pakiecie startowym była zdecydowanie za duża i przy takim dystansie nabawiłem się lekkich otarć, trzeba było ubrać coś pod. Za cel postawiłem sobie przebiec w czasie trochę ponad 2h no 2:10. Byli pacemakerzy ale ci na 2:00 uciekli mi na samym początku a tych na 2:10 sam wyprzedziłem :). Ostatecznie skończyłem z czasem  2:06:51 (netto) co dało mi  289 miejsce na 373 startujących. Czyli zgodnie z założeniami i bez większych problemów. Czas jest taki żeby następnym razem można go było poprawić. Następny półmaraton planuje w październiku w Gliwicach ale to nie jest jeszcze pewne. Bliżej jest do runmaggedonu w Knurowie bo ten już 31 sierpnia. To tak dla frajdy, zjazd z tyrolki i sporo taplania się w błocie to jednak jest samo dobro :).

Bieganie w kwietniu i maju

No tym razem będzie o dwóch miesiącach, niestety znowu nie udało się przebiec tyle ile chciałem. Ale w obydwa miesiące było sporo rozpraszaczy. No więc zamiast założonych 55km zrobiłem 42 w kwietniu i 44 w maju. Niby słabo, ale dzięki tym celom o początku roku przebiegłem już prawie 150km (dokładnie to 148) czyli dobijam do wyniku po 5 miesiącach z poprzedniego roku (wtedy było 168). No a w styczniu tego roku było 0 a w lutym 5km. Czyli utrzymując te 50 km co miesiąc na koniec roku trochę tego wyjdzie.  Nadal nie jestem przekonany czy ten półmaraton to dobry pomysł, musiałbym kilka razy przebiec te 15 czy 20km żebym się przekonał.

Bieganie w marcu 2019

Dawno nie było wpisu na temat biegania to może warto nadrobić. Początek roku był tragiczny, styczeń to był pierwszy miesiąc od dawna w którym nie przebiegłem ani jednego kilometra. W lutym było lepiej, no niby gorzej być nie mogło, był jeden bieg na 5km czyli jest postęp ale nadal ocena zawierałaby słowo tragedia czy tam zapaść. No i potem nastał marzec.

Tutaj była lekka kumulacja pozytywnych bodźców. Zaczęło się robić cieplej ale co ważniejsze na pobliskim boisku wystartował cotygodniowy trening na lipcowy półmaraton. Trening jest prowadzony przez ultramaratończyka, więc kogoś kto potrafi biegać, jest co tydzień, jest za darmo i zacząłem na niego regularnie chodzić. Co dało natychmiastowy skutek i w marcu przebiegłem już 56km. Na to złożyły się 3 treningi oraz 5 biegów dodatkowych. To nie były długie biegi, większość była na 5km ale ważniejsza była jakaś systematyczność a ostatni z nich miał już prawie 8km. Poza wybieganiami dodajmy kolejne kilka kilometrów na każdym treningu i mamy już coś. Po jednym z treningów zegarek wskazywał wynik ponad 11km co było jednym z większych dystansów jakie ostatnio zaliczyłem. Na razie te odległości nawet nie zbliżają się do półmaratonu ale 11km podczas treningu czyli to nie dystans był najważniejszy pokazuje że te 20km jest już w zasięgu. Czasu do lipca trochę zostało więc jestem optymistą.

Na kwiecień też założyłem sobie cel biegowy, tym razem to 55km, powinno się udać. Niby tyle przebiegłem już w marcu ale takie jest założenie, chcę powoli zwiększać dystans.

Festiwal Filmów Kultowych

Poprzednie Festiwale Filmów Kultowych odbywały się w Katowicach i jakoś nigdy nie udało się na nie trafić. W tym roku po raz pierwszy Festiwal odbył się w Gliwicach i udało się film obejrzeć. Co ważne nie jeden a nawet dwa razy! No ale po kolei. Pierwszy film był Kultowy przez duże K. Po pierwsze to był „Missing in Action” z Chuckiem Norrisem, co już w zupełności wystarczyłoby. Ale do tego był dubbing na żywo czytany przez Tomasza Knapika. No i wisienką na torcie było miejsce czyli Spalony Teatr w Gliwicach. Tak wiem że tam wiele tekstu do czytania nie ma 🙂 a i to co było czasami było na bakier z logiką. No ale to jest film kultowy, tam tak po prostu jest.Jako prezent po seansie wszyscy widzowie dostali listę dialogową z podpisem: Czytał Tomasz Knapik.

Drugi film to było już bez dubbingu a z napisami ale także w spalonym teatrze. Tym razem to Poszukiwacze Zaginionej Arki czyli Indiana Jones i to ten pierwszy. Znowu film przy oglądaniu którego należy wyłączyć logiczne myślenie i po prostu dobrze się bawić. A zabawy tam jest naprawdę sporo. Jedyne do czego bym się przyczepił to niezbyt wygodne krzesła, ale to drobiazg. No i Spalony Teatr to jest jednak jest budynek bez ogrzewania więc po tych 2h w bezruchu jednak robi się zimniej. No i dziwiła frekwencja, dobór tytułów był moim zdaniem bardzo dobry. To faktycznie były filmy kultowe a widzów niewiele. Zresztą na zdjęciu widać że tłumów nie ma, później po zgaszeniu świateł jeszcze ludzie dochodzili ale na koniec na żadnych z dwóch seansów chyba więcej niż 50 ludzi nie było. A ja w pewnym momencie obawiałem się czy nie braknie biletów…

 

Jako Bonus dwa albumy: pierwszy ze zdjęciami Spalonego Teatru i drugi ze zdjęciami samych Gliwic.

Runmaggedon Silesia 2018

Nie chwaliłem się ale za namową kumpla, no powiedzmy że za pomysłem bo namawiać szczególnie nie musiał, wziąłem udział w Runmaggedonie Silesia. Dla tych którzy nie wiedzą co to może kilka słów wyjaśnienia. To bieg ale trasa nie jest płaska, miła czy sucha. Do tego są przeszkody, czyli tu coś przeskoczyć wzwyż, w dal czy w dół, tam coś przeciągnąć czy na rękach poprzeciągać się na drugą stronę. Do tego dużo błota, wody i innych atrakcji. W tym przypadku nie będzie zdjęć no bo aparatu nie brałem, trasa mogłaby mu zaszkodzić. Z tego samego powodu nie brałem zegarka z GPSem więc i trackingu GPS tym razem nie ma.

Biegłem w formule rekrut nocny czyli wg. wymagań 6km i ponad 30 przeszkód a nocny bo start był o 22:30. Trasa wg. osób z GPSem była dłuższa, słyszałem coś o 9,5 km a przeszkód było dobrze ponad 40 czyli 50% w promocji :). Na początku faktycznie było całkiem sporo biegania, w nocy po wąskich ścieżkach po lesie czy wzdłuż pól, były też hałdy, mosty kolejowe, woda i błoto. Błota i wody było pod dostatkiem :). Poniżej mapa trasy i kilka z przeszkód.

mapa_jsw_czerwiec_2018_1700_nowe_1[1]

Czy bieg jest trudny? Jak umiesz przebiec te 10km to w rekrucie sobie dasz radę, czasami zwolnisz ale dobiegniesz. Przed startem warto pobiegać w trudniejszym terenie, czyli podbiegi, zbiegi i różne leśne czy polne ścieżki. Więc bieg specjalnie trudny nie jest, co innego niektóre przeszkody. Przed biegiem warto potrenować siłę rąk i technikę podciągania bo to się przyda. Kilka przeszkód wymaga się gdzieś wspiąć, przejść na rękach po czymś czy pod czymś (przeszkody 4 czy 8 ze zdjęcia powyżej). Co najgorsze kumulacja tych przeszkód jest na samym końcu, więc lepiej zachować trochę siły na koniec. Jeżeli nie potrafisz przejść przeszkody przejść to musisz zrobić 20 burpies. No więc je też warto potrenować. U mnie z siłą rąk było tak sobie, do tego zbyt mocne tempo no bo już widać metę i na samym końcu zrobiłem 60 burpies :). Kolejna rada to zdecydowanie warto biec z kimś, im większa grupa tym ciekawiej i łatwiej. Samemu niektóre przeszkody będą znacznie trudniejsze. Co mnie zdziwiło to patrząc na wyniki zdecydowana większość uczestników ukończyła bieg. Nocnego rekruta ukończyło 460 zawodników na 462 startujących. Ja skończyłem na 306 miejscu z czasem 2:15:24. W dziennym rekrucie startowało prawie 2 tysiące uczestników i do mety nie dobiegło 17 osób.

Czy warto? Jeżeli nie boisz się że ubranie i buty będą całe z błota, że kilka razy się zanurzysz w wodzie i zdajesz sobie sprawę że mokry będziesz absolutnie cały to tak warto. Ja miałem z tego bardzo dużo frajdy i poważnie się zastanowię nad udziałem w kolejnej edycji. Tylko przed kolejnym udziałem będę musiał popracować nad siłą rąk. To jeszcze na zachętę zdjęcia typu przed/po, pierwsze podczas rozgrzewki przed biegiem a drugie na mecie razem z antkiem z którym pokonaliśmy tą trasę.

36427993_854625138075626_3124098484567801856_o

36498699_1779886572058336_4837830958688239616_o

Vratna

Ten sezon narciarski jest w porównaniu do poprzednich bogaty w wyjazdy. No głównym powodem są warunki narciarskie czyli jest śnieg, poza tym w ciągu ostatnich lat wymieniłem sobie sprzęt narciarski. Teraz mam zestaw na którym się po prostu fajnie jeździ, niezłe narty, dopasowane buty a i reszta zestawu nie jest zła.

Kolejny wyjazd narciarski był na Słowację i trochę dalej bo do doliny Vratnej czyli blisko 200 km. W tym przypadku pozostaje wyprawa samochodem no i to jest dłuższa jazda bo ponad 2h. Ale moim skromnym zdaniem warto. Byłem na wyciągu Vratna Paseky gdzie jest 4 osobowa kanapka o długości 1300 m i trasa o długości 1550m i różnicy wysokości 400m i w ciągu 4h zrobiłem razem 13 zjazdów. Warunki były naprawdę niezłe, dużo śniegu a mało ludzi więc kolejki do wyciągu nie było. Pod koniec dnia pokazało się więcej lodu i niewielkie muldy na dolnym odcinku no i podczas jazdy na goglach zbierał się lód z powietrza. Jeździło mi się naprawdę fajnie, udało się zorganizować wyjazd z drugim narciarzem z samochodem więc i towarzystwo było dobre. Warto było się kilka razy wybrać bo coraz lepiej czuję te narty, wkrótce jadę na cały tydzień to już powinien być pełen komfort i czysta przyjemność z jazdy. Zdjęcia jak zwykle w albumie na Gphotos.