Mediolan 2019

Tym razem będzie o wycieczce do Mediolanu, który udało się zorganizować pod koniec listopada 2019 (22-24 XI). Dlaczego tam? Poza odpowiedzią „A dlaczego by nie?” jest kilka nawet sensownych argumentów. Po pierwsze to dlatego że można, do Bergamo jest sporo lotów w dobrych cenach. Po drugie, głównym celem był mecz AC Milan – FC Napoli, w których to drużynach mamy kilka znajomych twarzy, jest Piątek, jest Zieliński, jest Milik. Nie jestem wielkim fanem prawie tych drużyn ale nie odmówię jak ktoś zaproponuje mi zobaczyć mecz na żywo takich drużyn. Przy okazji jako cel poboczny była wystawa z Muzeum Gugenheima w Nowym Yorku. To kolekcja Thannhausera „Od Van Goga do Picassa” a to są nazwiska które nawet mi coś mówią (wystawa trwa do 1 marca 2020 więc jeszcze można się załapać) . No i wreszcie to jest Mediolan, Włochy, dla mnie to zawsze dobry kierunek wycieczki.

Wyjazd był 3 dniowy w układzie piątek-niedziela, pogoda niestety była z tych średnich bo przez cały weekend mniej lub bardziej padał deszcz. Pierwszy dzień był na dojazd i aklimatyzację, czyli między innymi Pizzę 🙂

Tutaj pozwolę sobie na krótkie marudzenie bo dla mnie to jednak dziwne że znakomita większość lokali w godzinach 15-19 jest zamknięta. Naprawdę nie było łatwo znaleźć coś otwarte po 15, taka była godzina przylotu, a po podróży jednak coś by człowiek zjadł.

Drugi dzień pobytu to główne cele wycieczki, czyli najpierw Palazzo Reale a w nim kolekcja Thukhausera. Kolejka jak na taką wystawę niedługa a sama kolekcja po prostu imponująca. Były prace takich sław jak Paul Cezanne, Pierre-Auguste Renoir, Edgar Degas, Paul Gauguin, Edouard Manet, Claude Monet, Vincent Van Gogh i jako wisienka 13 prac Pablo Picasso. Na zachętę może Homar i kot Picassa:

Potem szybkie przejście po Castello Sforzesco, miała być wystawa na 500 lecie śmierci Leonarda ale dość ta była dość skromna. Sam zamek wielki i byłoby co oglądać ale terminarz był napięty. Po południu był główny punkt programu czyli mecz. Miejsce było całkiem niezłe, widoczność dobra a drobny deszcz padał tylko na piłkarzy, trybuny są pod dachem.

Sam mecz, zakończył się na 1:1 więc dla AC Milan to był niezły wynik. Chociaż przy tak słabo grającym Napoli mieli szanse na 3 punkty. Niewielkie bo ataki Milanu były słabe a dośrodkowań nie było praktycznie wcale. Piątek przy zmianie został wygwizdany i nie wróży to dobrze jego pobytowi w tym klubie, ale tutaj jednak trochę go będę bronił. Cały zespół grał bardzo niefrasobliwie. Mecz niby ciekawy ale błędów i to z obu stron było sporo. Akcje częściej rozwijały się przez błędy w rozegraniu drużyny przeciwnej niż przez jakieś wspaniałe akcje. Jest pole do poprawy w obydwu przypadkach.

Ostatni dzień to już lekki relaks, wizyta na placu Duomo, galeria Vittorio Emanuele II i okolice czyli między innymi wizyta w sklepie fanowskim Ferrari. Pokibicowałem trochę na odbywającym się tam półmaratonie. Potem jeszcze kawa obok La Scali i trzeba się było zbierać  na lotnisko.

Więcej zdjęć jest na albumie w GPhotos.

Półmaraton Gliwicki 2019

Wpis powstaje przed startem, później zostanie uzupełniony o wrażenia z biegu. No więc po pierwsze tak startuje w drugim półmaratonie, tym razem Gliwice. Termin to 26 października, start o 10. Jak forma? Ciężko powiedzieć, wydaje mi się że porównywalna do tej z poprzedniego biegu. W październiku przebiegłem mniejszy dystans niż w lipcu, (120 do 81 na 24.X) ale po pierwsze dojdzie sam półmaraton więc do 100 na pewno dobiję. Po urlopie, na którym nie za bardzo było gdzie biegać motywacja była i konsekwentnie chodziłem na trening. Od 25 września co tydzień trening biegowy, od 30 dołożyłem drugi bardziej ogólnorozwojowy (biegam bo lubię) więc treningu trochę jest. Samego biegania jest trochę mniej ale w lipcu był tylko jeden bieg ponad 12km, w październiku były aż dwa!

Tym razem jest też więcej optymizmu, już wiem że jestem w stanie przebiec taki dystans. Czas 2:07 nie był tragiczny ale taki do pobicia następnym razem. Jako że to będzie właśnie następny raz więc i w planach jest poprawa. Nieśmiało celuję w czas poniżej 2h ale urwanie kilku minut też mnie ucieszy. To ma być bieganie dla frajdy, dla lepszego samopoczucie i zdrowia. Start jest rano o 10 więc jasno prognoza mówi o temp 12-14 stopni bezchmurnym niebie czyli bardzo fajna, trasa z tego co widziałem bardziej płaska niż w Rudzie Śląskiej. W Rudzie start był wieczorem po mocnej ulewie więc wilgotność była wysoka. Startuje także antek z #wtw, startuje jedna znajoma z treningów środowych, w towarzystwie trochę lepiej się biega. Wszystko to mówi że szanse na poprawę wyniku są.

Runmageddon 2019

W sobotę 31 sierpnia po raz drugi wystartowałem w runmageddonie, tym razem w ciągu dnia (nocnego nie było a szkoda) i udało się dobiec do mety. Czas, no tam nie do końca o czas chodzi ale był troche lepszy niż rok temu. Sam bieg nie zdobył mojego uznania. Jednak klimatu nocnego biegu nie da się tak łatwo pobić. Do tego w sobotę był tropik, trasa była mocno pokręcona. Było dużo podbiegów i zbiegów miejscami stromych a kilka bardzo fajnych przeszkód sprzed roku tym razem było nieobecnych. Najważniejszy brak to tyrolka, drugi wielki brak to zjazd po linie do wody, znacznie mniej było też wody na samej trasie. Czyli żadnego przejścia brzegiem jeziorka, czy rzeczką co przy sobotnich upałach bardzo by się przydało. Dodatkowo jedna z nielicznych wodnych przeszkód czyli zjazd po macie do wody podczas mojego biegu nie działał. Zepsuła się pompa i po 15-20 min oczekiwania na naprawę kazali nam biec dalej omijając przeszkodę. Z pozytywów to ukończyłem i trasa była dość urozmaicona a kilka przeszkód było dość pomysłowych. Widać że się rozwijają, serie od 7:40 w sobotę do 14 co 15 min w serii rekrut do tego w niedzielę od 7:40 do 10:30 w classic, poza tym seria 12h, kids, junior. No mają rozmach.

Jak można zauważyć po wpisie nocny podobał mi się znacznie bardziej i jeżeli kiedykolwiek pobiegnę następny raz to raczej będzie to nocny. Poza tym trzeba się zastanowić nad innym ubiorem bo jednak koszula i spodenki techniczne pod zwykły t-shirt i spodenki to daje lekką ochronę. Może jeszcze słowo o butach, moje adasie Kanadie 7 TR po raz kolejny zdały w pełni egzamin, jak na podbiegach inni się ślizgali to ja nie miałem najmniejszych problemów. Jedyny problem to z ich domyciem po biegu :). No i ręce, nadal mam za słabe na przeszkody wymagające podciągania się, szczególnie że najwięcej jest ich zawsze na końcu. Z plusów to jeszcze żadnych kontuzji, jedynie lekkie otarcia czy sińce no i ręce przez jakiś czas bolały i większość korpusu. Miało być jeszcze zdjęcie z mety ale niestety nadal na stronie nie ma więc jak się pojawi to dołożę. Teraz trzeba się przygotować na półmaraton w Gliwicach :).

Półmaraton Industrialny 2019

Będzie ciut dłuższy wpis ale gdyby komuś się nie chciało to rozpocznę od potwierdzenia że udało mi się przebiec Rudzki Półmaraton Industrialny.

Ostatni wpis dotyczył biegania w kwietniu (42,4km) i maju (44,3km) , w czerwcu było podobnie (38,8km), potem był lipiec na końcu którego miałem biec te 21km. Więc należało mocno zwiększyć dystans bo 40 km w miesiącu to zdecydowanie zbyt mało. No i w lipcu dystans poszedł w górę i to mocno. Pomijając półmaraton zrobiłem 100km z czego większość biegów miała ponad 10km a jeden bieg liczył ponad 20km. Niestety tylko jeden ale taki sobie postawiłem warunek, przynajmniej jeden bieg ponad 20km da mi pewność że przebiegnę dystans półmaratonu. Podczas przygotowań poprawiłem też swój najlepszy czas w Parkrunie (26:51). To był fajny bieg, dystans to 5km więc tempo wyniosło 5:22 min/km a maksymalne tętno przy finiszu to 202, tak wiem wysokie. W drugiej połowie lipca poza środowymi treningami zaliczyłem jeszcze kilka biegów w okolicach 12km, jeden ponad 20km i uznałem że jest sens startować.

Sam półmaraton zaczął się ciekawie bo przed bramą stadionu zorientowałem się że nie mam chipa do pomiaru czasu, więc musiałem się wrócić. Na szczęście miałem niedaleko i lekki zapas czasu więc zdążyłem. Potem start w lekkim tłoku i wylot ze stadionu na pierwsze okrążenie. Trasa to było 5 okrążeń z dwoma podbiegami i bieżnia stadionu na końcu. Podbiegi dość nieprzyjemne bo pierwszy bardziej stromy a drugi długi. Do kompletu mamy jeden zbieg, też całkiem strony i to wszystko powtarzamy 5 razy. Koszulka która była w pakiecie startowym była zdecydowanie za duża i przy takim dystansie nabawiłem się lekkich otarć, trzeba było ubrać coś pod. Za cel postawiłem sobie przebiec w czasie trochę ponad 2h no 2:10. Byli pacemakerzy ale ci na 2:00 uciekli mi na samym początku a tych na 2:10 sam wyprzedziłem :). Ostatecznie skończyłem z czasem  2:06:51 (netto) co dało mi  289 miejsce na 373 startujących. Czyli zgodnie z założeniami i bez większych problemów. Czas jest taki żeby następnym razem można go było poprawić. Następny półmaraton planuje w październiku w Gliwicach ale to nie jest jeszcze pewne. Bliżej jest do runmaggedonu w Knurowie bo ten już 31 sierpnia. To tak dla frajdy, zjazd z tyrolki i sporo taplania się w błocie to jednak jest samo dobro :).

Bieganie w kwietniu i maju

No tym razem będzie o dwóch miesiącach, niestety znowu nie udało się przebiec tyle ile chciałem. Ale w obydwa miesiące było sporo rozpraszaczy. No więc zamiast założonych 55km zrobiłem 42 w kwietniu i 44 w maju. Niby słabo, ale dzięki tym celom o początku roku przebiegłem już prawie 150km (dokładnie to 148) czyli dobijam do wyniku po 5 miesiącach z poprzedniego roku (wtedy było 168). No a w styczniu tego roku było 0 a w lutym 5km. Czyli utrzymując te 50 km co miesiąc na koniec roku trochę tego wyjdzie.  Nadal nie jestem przekonany czy ten półmaraton to dobry pomysł, musiałbym kilka razy przebiec te 15 czy 20km żebym się przekonał.

Bieganie w marcu 2019

Dawno nie było wpisu na temat biegania to może warto nadrobić. Początek roku był tragiczny, styczeń to był pierwszy miesiąc od dawna w którym nie przebiegłem ani jednego kilometra. W lutym było lepiej, no niby gorzej być nie mogło, był jeden bieg na 5km czyli jest postęp ale nadal ocena zawierałaby słowo tragedia czy tam zapaść. No i potem nastał marzec.

Tutaj była lekka kumulacja pozytywnych bodźców. Zaczęło się robić cieplej ale co ważniejsze na pobliskim boisku wystartował cotygodniowy trening na lipcowy półmaraton. Trening jest prowadzony przez ultramaratończyka, więc kogoś kto potrafi biegać, jest co tydzień, jest za darmo i zacząłem na niego regularnie chodzić. Co dało natychmiastowy skutek i w marcu przebiegłem już 56km. Na to złożyły się 3 treningi oraz 5 biegów dodatkowych. To nie były długie biegi, większość była na 5km ale ważniejsza była jakaś systematyczność a ostatni z nich miał już prawie 8km. Poza wybieganiami dodajmy kolejne kilka kilometrów na każdym treningu i mamy już coś. Po jednym z treningów zegarek wskazywał wynik ponad 11km co było jednym z większych dystansów jakie ostatnio zaliczyłem. Na razie te odległości nawet nie zbliżają się do półmaratonu ale 11km podczas treningu czyli to nie dystans był najważniejszy pokazuje że te 20km jest już w zasięgu. Czasu do lipca trochę zostało więc jestem optymistą.

Na kwiecień też założyłem sobie cel biegowy, tym razem to 55km, powinno się udać. Niby tyle przebiegłem już w marcu ale takie jest założenie, chcę powoli zwiększać dystans.

Bieganie w styczniu

Po kilku miesiącach posuchy w styczniu coś się ruszyło:

W styczniu 6 razy byłem pobiegać i przebiegłem ponad 40 km, do tego dwukrotnie byłem na nartach więc styczeń to był całkiem aktywny miesiąc. Co jest pewnym pozytywem staram się aby biegi były coraz dłuższe. Według długości 3 biegi miały 6 km 2 biegi miały 7 km i jeden, ten ostatni 8 km. Poza tym kilka razy i to jest zdecydowanie za rzadko, przerobiłem ćwiczenia jako zaprawę narciarską. No więc w ciągu najbliższych dwóch miesięcy plan jest aby podczas pojedynczego biegu przekroczyć odległość 10 km. Nie będzie to jakiś wielki wyczyn bo odległości 10 km czy nawet 11km już biegałem ale trzeba do tego wrócić. W lutym wybieram się na narty więc ruchu będzie trochę ale to tylko tydzień. Plany na ten rok dotyczą biegania z jakimś pomysłem a nie tylko bieganie dla biegania. Żeby nie było, ja nadal biegam bo sprawia mi to frajdę ale niech za tym będzie jakiś plan.

Miband po 10 miesiącach

Kolejny wpis o mibandzie,  po 10 miesiącach używania mam na liczniku ponad 2 400km co daje średnią ~240km miesięcznie i około 8 km dziennie. Na 306 dni normę 6k kroków wypełniłem 296 razy czyli całkiem nieźle. Moje założenie jest takie że lepiej mieć minimum niższe a wtedy większa częstotliwość wypełniania minimum dodatkowo motywuje. Z dodatkowych uwag chyba opaska zaczyna się wyrabiać bo jeżeli zahaczę o coś zapięciem ma tendencję do otwierania się.

Screenshot_2017-10-16-14-40-52-127_com.xiaomi.hm.health

Miband 2

Był wpis z wrażeniami na gorąco, teraz będzie wpis po 6 miesiącach użytkowania. Na początek może trochę statystyk. Opaskę dostałem i założyłem po raz pierwszy 13 grudnia 2016, więc z grudnia była nieco ponad połowa miesiąca ze średnią 8 318 kroków dziennie. Statystyki za kolejne miesiące są na zrzutach poniżej i najwięcej ruchu było w marcu, ponad 360 tys. kroków (11,8 k kroków dziennie) i ponad 270 km. Za cały okres używania średnia wynosi 10,2 tys. kroków (~7,6 km) i w tym czasie zrobiłem ponad 1,6 tys. km. Robi wrażenie :). Są jeszcze statystyki dotyczące snu ale tych jest mniej i tutaj poza tym że średnio śpię ok. 7h niewiele jest do powiedzenia.

 

No to teraz może kilka uwag na temat samego urządzenia, będzie w punktach:

  • Bateria w moim przypadku starcza na ponad 3 tygodnie i z tego jestem zadowolony
  • Wyświetlacz jest niezły ale na zewnątrz przy mocnym słońcu widoczność jest słaba
  • Będąc w głośnym miejscu lub mając wyciszony telefon przy włączonym BT wielokrotnie miałem powiadomienie o połączeniu, wibracje na opasce są bardzo dobrze odczuwalne.
  • Budzenie przez wibrację na mnie działa bardzo dobrze,
  • Przez pierwszy miesiąc czy dwa noszenie opaski 24/7 powodowało niewielki dyskomfort, teraz już się przyzwyczaiłem.
  • Noszenie mibanda motywuje żeby się ruszać, normę kroków (6 tys. kroków) w ciągu 208 dni udało się osiągnąć 200 razy, dzisiaj był 78 dzień z serii.
  • Powiadomienia po każdej 1h bezruchu to dobro, wtedy wiesz że należy się ruszyć.
  • Puls mierzy dobrze ale tylko przy normalnym tętnie, podczas biegania przy większym wysiłku pomiar nie udał się ani razu.

Podczas pisania tego wpisu wyszła aktualizacja apki i teraz wygląda ładniej, jest też cały dział określony jako aktywności czyli można ją włączyć podczas np. biegania. Nie testowałem tej funkcji ponieważ wtedy trzeba mieć telefon ze sobą a na bieganie nigdy go nie biorę. Poniżej są nowe ekrany, pierwszy to zbiorczy pokazujący od góry kroki, dane na temat snu (punktacja i porady typu idz wcześniej spać, za krótko spisz), waga i jak długa jest aktualna seria (78 dni)> Następne ekrany to poszczególne sekcje, kroków (niebieskie) , snu (te punkty i porady co do jakości snu to nowość w tej wersji) i zielona sekcja dotycząca wagi (odniesienie do ludzi o takim samym wzroście to także nowa funkcjonalność). Ostatni ekran przedstawia wspomniane już aktywności.

Opaska zdaje egzamin, motywuje do ruchu i całkiem nieźle informuje o ilości tego ruchu. Oczywiście wymaga systematyczności i konsekwencji. To nie jest zegarek sportowy, nie do tego służy i zupełnie się do tego się nie nadaje. Jeżeli biegasz czy oddajesz się innej aktywności fizycznej potrzebujesz innego sprzętu. Więc fajny gadżet o ściśle określonym zastosowaniu. Przy swojej cenie i długim działaniu na baterii w tym co robi jest naprawdę dobry. Jeżeli ktoś używa i się chce podzielić swoimi spostrzeżeniami, albo ma pytania co do urządzenia to zapraszam do komentarzy.

Liga Mistrzów

Dzisiaj będzie temat którego dawno nie poruszałem czyli piłka nożna w postaci niedawno zakończonych ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Zacznę jednak od 1/8 finału czyli meczy PSG z Barceloną. Mecz pierwszy czyli bezdyskusyjna przegrana Barcelony i strata 4 bramek. Przed meczem rewanżowym Barcelonie mógł pomóc cud. No i wynik rewanżu czyli 6:1 na cud wygląda. Tylko cudem nie był, PSG grało słabo mieli sytuacje ale długo nie potrafili zamienić ich na gole. Barcelona grała bardzo dobrze ale i sędzia swoje dołożył. Czyli wszystkie okoliczności sprzyjały Barcelonie. Dwa karne w prezencie, brak stanowczej reakcji na kolejne teatralne próby wymuszania wolnych i to wszystko okoliczności pomagające jednej drużynie, dużo tego. Następny mecz w którym było kilka niespodzianek to mecz Real-Bayern. Pierwsze spotkanie wygrana Realu 2:1 i ten mecz był całkiem wyrównany, pomimo czerwonej kartki dla piłkarza Bayernu w 60 min, nie ma o czym mówić. Ciekawszy był drugi mecz, tutaj jednak kilka pomyłek sędziego było. Czerwona kartka dla Vidala zupełnie nietrafiona, tam nawet faulu nie było, bramki ze spalonych i brak reakcji na faule Casemiro gdzie czerwona jak się bardziej należała. Żeby nie było tak jednostronnie Bayern był w tym meczu po prostu słaby jak na swoje możliwości. Wychodzi że bez Lewandowskiego tam nie za bardzo miał kto strzelić bramkę, w ciągu dwóch meczy strzelić z gry jedną bramkę, (jedna z karnego i jedna samobójcza). Mam wrażenie że po tych dwóch meczach Juventus na tym zyskał, bo w meczu rewanżowym z Barceloną sędziowanie było już normalne i Barcelona żadnych większych prezentów nie dostała. No i już wkrótce mamy półfinały i układ par jest wg. mnie fair. Więc mamy 2 drużyny hiszpańskie w jednym półfinale, nawet nie tylko hiszpańskie a z Madrytu no i w drugim półfinale mamy resztę Europy czyli Włochy i Francję. Drużyny angielskie czyli przedstawiciele najdroższej ligi europy są już nieobecni w LM. Więc podczas majówki można spokojnie popatrzeć na pierwsze mecze półfinałowe, jakie typujecie wyniki?