Dortmund 2019 Weihnachtsstadt

Tym razem zawitałem do Dortmundu na Weihnachtstadt czyli duży jarmark świąteczny. Dlaczego akurat tam? Okazało się bowiem że z Pyrzowic czyli lotniska w okolicach Katowic jest sporo lotów do wspomnianego Dortmundu. Bo moim zdaniem 4 zestawy lotów, tam i z powrotem,  w ciągu dnia to jest dużo. Przy takiej ilości lotów są szanse na tanie bilety oraz można zrobić typową jednodniówkę. Wylot wcześnie rano, w moim przypadku 6:45-8:20 a lot powrotny w godzinach 20:00-21:45. Lotnisko w Dortmundzie jest blisko miasta więc i jest krótki. Niestety wylot 6:45 oznacza że na lotnisko trzeba być tak w okolicach 5, jeszcze dojazd i szybkie ogarnięcie się i mamy pobudkę o 4. To boli! No ale za to mamy cały dzień w mieście leżącym ponad 900km od Katowic w cenie poniżej 100 zł za bilety w obydwie strony.

Sam Dortmund nie jest szczególnie ciekawy jako miasto. Najważniejsze miejsca do zobaczenia związane z piłką to stadion Borusii Dortmund oraz muzeum Piłki. Poza tym mamy jeszcze Dortmunder U czyli Centrum Sztuki i Kreatywności, muzeum przemysłowe czy Westfalenpark. Z Dortmundera U jest niezły widok na miasto, są wystawy więc warto odwiedzić. Stadion czy muzeum jak ktoś jest fanem piłki też warto odwiedzić. No i z atrakcji to by było na tyle. Poza tym centra handlowe i dużo sklepów w centrum. No ale głównym celem mojej wycieczki był jarmark świąteczny czy jak to tam zwią Weihnachtsstadt Dortmund. No i tutaj zdecydowanie było warto. Po pierwsze bardzo duża choinka (45m), wszystkie budki ładnie przystrojone i oświetlone. Jarmark jest rozrzucony po kilku placach i ulicach w centrum. Dzięki temu mimo że jest duży to poruszanie się po nim jest łatwe. Nie trzeba odwiedzić wszystkich części bo większość stoisk się powtarza. Najważniejsze to grzane wino podawane w kubkach przygotowanych specjalnie na ten jarmark. Poza tym pierniki, owoce zalewane czekoladą, prażone bakalie i sporo innych. Niemieckie jarmarki mają lepszy klimat niż te na których byłem w Polsce. Ciężko to wytłumaczyć ale większość polskich jarmarków to w dużej części tandeta. Więc jak będziesz miał okazję wybrać się do większego miasta niemieckiego w okolicach końca listopada/grudnia to polecam.

Zdjęcia tam gdzie zwykle czyli na albumie w G Photos.

Mediolan 2019

Tym razem będzie o wycieczce do Mediolanu, który udało się zorganizować pod koniec listopada 2019 (22-24 XI). Dlaczego tam? Poza odpowiedzią „A dlaczego by nie?” jest kilka nawet sensownych argumentów. Po pierwsze to dlatego że można, do Bergamo jest sporo lotów w dobrych cenach. Po drugie, głównym celem był mecz AC Milan – FC Napoli, w których to drużynach mamy kilka znajomych twarzy, jest Piątek, jest Zieliński, jest Milik. Nie jestem wielkim fanem prawie tych drużyn ale nie odmówię jak ktoś zaproponuje mi zobaczyć mecz na żywo takich drużyn. Przy okazji jako cel poboczny była wystawa z Muzeum Gugenheima w Nowym Yorku. To kolekcja Thannhausera „Od Van Goga do Picassa” a to są nazwiska które nawet mi coś mówią (wystawa trwa do 1 marca 2020 więc jeszcze można się załapać) . No i wreszcie to jest Mediolan, Włochy, dla mnie to zawsze dobry kierunek wycieczki.

Wyjazd był 3 dniowy w układzie piątek-niedziela, pogoda niestety była z tych średnich bo przez cały weekend mniej lub bardziej padał deszcz. Pierwszy dzień był na dojazd i aklimatyzację, czyli między innymi Pizzę 🙂

Tutaj pozwolę sobie na krótkie marudzenie bo dla mnie to jednak dziwne że znakomita większość lokali w godzinach 15-19 jest zamknięta. Naprawdę nie było łatwo znaleźć coś otwarte po 15, taka była godzina przylotu, a po podróży jednak coś by człowiek zjadł.

Drugi dzień pobytu to główne cele wycieczki, czyli najpierw Palazzo Reale a w nim kolekcja Thukhausera. Kolejka jak na taką wystawę niedługa a sama kolekcja po prostu imponująca. Były prace takich sław jak Paul Cezanne, Pierre-Auguste Renoir, Edgar Degas, Paul Gauguin, Edouard Manet, Claude Monet, Vincent Van Gogh i jako wisienka 13 prac Pablo Picasso. Na zachętę może Homar i kot Picassa:

Potem szybkie przejście po Castello Sforzesco, miała być wystawa na 500 lecie śmierci Leonarda ale dość ta była dość skromna. Sam zamek wielki i byłoby co oglądać ale terminarz był napięty. Po południu był główny punkt programu czyli mecz. Miejsce było całkiem niezłe, widoczność dobra a drobny deszcz padał tylko na piłkarzy, trybuny są pod dachem.

Sam mecz, zakończył się na 1:1 więc dla AC Milan to był niezły wynik. Chociaż przy tak słabo grającym Napoli mieli szanse na 3 punkty. Niewielkie bo ataki Milanu były słabe a dośrodkowań nie było praktycznie wcale. Piątek przy zmianie został wygwizdany i nie wróży to dobrze jego pobytowi w tym klubie, ale tutaj jednak trochę go będę bronił. Cały zespół grał bardzo niefrasobliwie. Mecz niby ciekawy ale błędów i to z obu stron było sporo. Akcje częściej rozwijały się przez błędy w rozegraniu drużyny przeciwnej niż przez jakieś wspaniałe akcje. Jest pole do poprawy w obydwu przypadkach.

Ostatni dzień to już lekki relaks, wizyta na placu Duomo, galeria Vittorio Emanuele II i okolice czyli między innymi wizyta w sklepie fanowskim Ferrari. Pokibicowałem trochę na odbywającym się tam półmaratonie. Potem jeszcze kawa obok La Scali i trzeba się było zbierać  na lotnisko.

Więcej zdjęć jest na albumie w GPhotos.

Święto pary

W niedawny weekend czyli 28 września wybrałem się do Tarnowskich Gór na Święto Pary. Czym jest to Święto Pary? Idea imprezy polega na pokazaniu maszyn parowych ale sprawnych. We współpracy z Stowarzyszeniem Górnośląskich Kolei Wąskotorowych były kursy z Bytomia pociągami z parowozami. Na otwarcie była parada maszyn parowych później można było zobaczyć te maszyny z bliska.Walec parowy

Była mała kolejka jeżdżąca po terenie zabytkowej kopalni srebra, raczej dla dzieci.Kolejka z parową ciufcią

Było kilka warsztatów, także raczej dla dzieci. Była scena i występy zespołów muzycznych i to było nie tylko dla dzieci :). Było też kilku przebranych w stroje steampunkowe.

Troje osób przebranych w stroje steampunkowe. Jak widać po opisach atrakcji dzieci miały najwięcej frajdy ale i pełnoletni mający w sobie odrobinę dziecka byli usatysfakcjonowani. Bardzo fajna sprawa, polecam. Więcej zdjęć w albumie na G Photos. Przy okazji udało się zwiedzić zabytkową kopalnię srebra i też bardzo fajna wycieczka, szczególnie przepłynięcie sztolnią. Zdjęć nie ma bo ciemno było i wyszły tak średnio.

Londyn

Niedawno wybrałem się na krótką wycieczkę do stolicy Zjednoczonego Królestwa. Jak się okazuje lot to stosunkowo najmniejszy i problem i koszt. Do Londynu z Polski połączeń jest naprawdę dużo a ceny są niskie. Droższe jest wszystko na miejscu od noclegu i wyżywienia przez wszystkie inne opłaty. Plusem jest za to brak opłat za wstęp do tych najważniejszych muzeów jak British Museum czy National Gallery. No i wizytę w tych dwóch muzeach zdecydowanie polecam. Niestety obydwa są tak ogromne że nie sposób ich w całości zobaczyć w jeden dzień. Można je przejść ale po kilku godzinach poziom skupienia i percepcji zdecydowanie spada i mózg przestaje przyjmować nowe informacje. No ale może po kolei.

Pierwszy dzień to był przylot, wydostanie się z lotniska oraz zameldowanie się w wynajętym apartamencie. Potem czas na posiłek i chwila na wizytę koło parlamentu Big Bena. Niestety wieża w remoncie ale i tak było warto. Album z pierwszego dnia.

Drugi dzień w znakomitej większości poświęciłem na zwiedzania British Museum i to jest coś co po prostu trzeba zobaczyć. Od sarkofagów egipskich, przez kamień z Rosetty, rzeźby z Partenonu (i tłumaczenie dlaczego są tam a nie w Atenach), kodeks Hamurabbiego, reliefy Asyryjskie i wiele, wiele więcej. Warto zastanowić się przed wizytą co chcemy zobaczyć, bo na wszystko po prostu braknie czasu i sił. Album ze zdjęciami z dnia drugiego.

Trzeci dzień, jako że niedziela był nastawiony bardziej na kościoły, najpierw Opactwo  Westminsterskie. Wstęp normalnie jest płatny ale można też wejść na mszę. No i to jest bardzo ciekawe doświadczenie. Potem przez St. James Park przejście przed Pałac Buckingham, Tower of London i Katedra św. Pawła. Tutaj trafiłem na koncert organowy. Nie byłem pod wrażeniem, zresztą nie tylko ja bo kilka osób na widowni zostało zmorzonych snem. Chociaż sama katedra jest imponująca. Album z dnia trzeciego.

No i dzień czwarty czyli National Gallery, podobnie jak w British Museum imponujące zbiory i absolutnie niemożliwe jest ich sensowne zobaczenie w ciągu jednego dnia. Więc albo wybierasz i oglądasz wybiórczo albo przechodzisz przez sale lekkim truchtem, zatrzymując się przy tych ciekawszych, ale znowu tam ich jest pełno. Matisse, Monet, van Gogh, Picasso, Caravaggio, van Dyck, Rembrandt, Rubens, Boticelli…  Album z dnia czwartego.

Jest w telegraficznym skrócie ale stwierdziłem że lepiej napisać skrótowo niż odkładać to na wieczne nigdy. Poza tym to już było 2 miesiące temu więc trochę z pamięci uleciało. Tak długo to trwało no bo MŚ mocno skurczyły dostępny czas wolny 🙂

Wrocław

Z lekkim opóźnieniem będzie krótka relacja z wycieczki do Wrocławia i na podobno największy targ świąteczny w Polsce. Dlaczego Wrocław? No więc powodów było kilka: to jest ładne miasto, sensowny dojazd i reklamuje się największym targiem świątecznym w Polsce. Wyjazd porannym pociągiem i jego godzinne spóźnienie trochę skróciły pobyt. Na temat samego Wrocławia mogę tylko zachęcić do wizyty bo miasto jest ładne, najlepiej w jakiś cieplejszy miesiąc niż grudzień, ale na jarmark to już niekoniecznie. No więc tak jest duży, spora część rynku, placu Solnego i ulice Świdnicka oraz Oławska. Jest całkiem sensownie przemyślany, mimo tłumów wieczorem dało się w miarę normalnie przejść. Niestety czegoś mu brakuje, jedzenie jest nieciekawe i drogie, grzaniec taki sobie a drobiazgi na budkach zalatują chińszczyzną. Mało jest lokalnych specjalności a te niby z dalekich krajów słabo przypominają oryginał. W porównaniu do Drezna brakuje klimatu, nawet jarmark na Nikiszu jest ciekawszy. Za rok jeżeli się gdzieś wybiorę to chyba za zachodnią granicę, mają znacznie dłuższą tradycję.  Zrobiłem trochę zdjęć i wrzuciłem na G Photos jakby ktoś chciał zobaczyć. Ktoś z szanownych czytelników był w innym mieście i może polecić?

Neapol

W listopadzie miałem do wybrania jeden dzień wolnego za 11 listopada wypadającego w sobotę. Więc dodałem jeden dzień urlopu i miałem 4 dniowy weekend. Po przeszukaniu lotów tanich linii w cieplejsze miejsca znalazłem całkiem tanie loty do Neapolu. Mimo że w Italii byłem już wielokrotnie to w Neapolu jeszcze mnie nie widzieli.

Wylot był w sobotę rano i pierwszy dzień był na aklimatyzację i rozejrzenie się po mieście. Próbowałem jeszcze wbić się na mecz Napoli – AC Milan ale niestety w kasach biletów już nie było a kupowanie u koników w Neapolu uznałem jednak za zbyt duże ryzyko.  No więc było rozejrzenie się po mieście i aklimatyzacja.

 

W drugi dzień w planach była wycieczka do Pompejów. No i samo miasto to jest po prostu małe miasteczko ale te starożytne robi wrażenie. Nie jako poszczególne domy ale jako całość, to jest siatka ulic i domów, amfiteatr, dwa teatry, łaźnie,  świątynie, tawerny i po prostu domy. W teatrze mamy akustykę taką że jak się coś powie na scenie to na widowni to słychać beż żadnego nagłośnienia, amfiteatr podobnie zresztą z jakiegoś powodu Pink Floyd sobie tam nagrali trochę materiału. Wieczorem była jeszcze wizyta z Palazzo Reale di Napoli czyli zamku królewskim wybudowanym przez Burbonów i muszę powiedzieć że duże to jest.

Trzeci dzień był na sam Neapol a dokładniej muzeum Capo di Monte i Archeologiczne. Obydwa są po bardzo duże i warto na nie przeznaczyć dłuższą chwilę. Zacznijmy od Capo di Monte czyli muzeum z kolekcją obrazów rodu Farnese, która robi wrażenie nawet na takim ignorancie jak ja. Przy czym jest pięknie położone (jak nazwa wskazuje na szczycie góry) otoczone parkiem z palmami co w drugiej połowie listopada robiło wrażenie.

Ostatni dzień był krótki więc tylko przechadzka historycznym centrum potem okolice Uniwersytetu aż po wybrzeże. Niestety tam prawie nie było dostępu do morza bo obszar był otoczony płotem.

No i na koniec może subiektywne wrażenia z tego wyjazdu. Neapol to jest dość specyficzne miasto i można je pokochać albo znienawidzić. Jeżeli lubisz pruski porządek i czystość to nie spodoba ci się tam. Na ulicy leży pełno śmieci, na głównych ulicach widać wywieszone pranie a przepisy ruchu drogowego to delikatne sugestie. Naprawdę delikatne, czyli przechodzimy przez jezdnię gdzie chcemy: po przekątnej dużego skrzyżowania? A dlaczego by nie. To wymaga przyzwyczajenia i odradzałbym jeżdżenia po Neapolu samochodem. Dodajmy do tego rewelacyjną kuchnię: pizza, lody, sfogliatelle czy kawa, bardzo przyjemny klimat i mamy naprawdę ciekawe miejsce. A tak pizza, tam jadłem coś o nazwie pizza fritta czyli składamy pizzę na pół w pierożek (jak calzone) i smażymy na głębokim tłuszczu. Wygląda to na przykład tak a smakuje rewelacyjnie.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć więcej zdjęć to proszę bardzo: albumy z poszczególnych dni są pod linkami poniżej:

dzień drugi Pompeje

dzień drugi Neapol

dzień trzeci  Neapol

dzień czwarty Neapol